Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

sobota, 9 lipca 2016

Lunch w Paryżu - Elizabeth Bard


Wspomnienia mogą okazać się naprawdę dobrym materiałem na książkę, oczywiście pod warunkiem, że „ma się, co wspominać” i jest się w stanie zaciekawić czytelnika swoim życiem. Elizabeth Bard postanowiła zaryzykować i właśnie w taki sposób powstały jej dwie książki, głównie opowiadające o niej samej, o jej mężu, pracy i codzienności w Paryżu. Niby nic wielkiego, a jednak jej książka szybko stała się bestsellerem „New York Timesa” i prawdopodobnie niedługo zostanie sfilmowana.

Cała przygoda Elizabeth z Francją zaczęła się dość nietypowo – stąd pochodził jej przyszły mąż, którego poznała… trochę przypadkiem.  Poznali się na konferencji w Londynie. On właśnie robił doktorat z informatyki, a ona magisterkę z historii sztuki. W ostatnim dniu swojego pobytu w Londynie, niby przypadkowo wpadli na siebie na schodach, ale to wystarczyło, żeby zacząć poważniejszą „znajomość”. Elizabeth przyjechała na weekend do Paryża i szybko zrozumiała, że z Gwendalem jest jej naprawdę dobrze i chciałaby spędzić z nim resztę swojego życia. O ile sama decyzja była łatwa, o tyle odnalezienie się w zupełnie obcym państwie nie było wcale takie proste, zajęło autorce trochę czasu, ale w końcu, przynajmniej częściowo, udało się przyzwyczaić. 

„Gdy tak szłam pod rękę z Gwendalem, przyszło mi nagle do głowy, że wybrałam życie z nim po części po to, aby sprzeciwić się temu, czego ode mnie oczekiwano. Może i on wybrał mnie z tych samych powodów?”

„Lunch w Paryżu” jest debiutem książkowym Elizabeth Bard. Autorka w swojej książce wspomina, jak wyglądała jej przeprowadzka z Londynu, gdzie studiowała, do Paryża, gdzie miała spędzić najbliższe lata swojego życia. Opowiada o tym, jak wiele w tamtym kraju się różni, jak bardzo Francja różni się od Stanów, w których Elizabeth wychowywała się przez wiele lat. W książce, autorka porusza także  temat zróżnicowaniu w jej rodzinie i w rodzinie Gwendala, wspomina o różnicach językowych i kulturowych, które szczególnie można było zaobserwować na ich „podwójnym” ślubie – we Francji i w Stanach.

Będąc już po lekturze obu książek Elizabeth Bard, muszę przyznać, że ta książka, czyli pierwsza książka Elizabeth podobała mi się o wiele bardziej od jej drugiej książki „Piknik w Prowansji”. Mam wrażenie, że autorka przy swoim debiucie bardziej się starała, chciała, żeby jej pierwsza książka była naprawdę dobra i rzeczywiście taka była. Czego niestety nie mogę powiedzieć o kontynuacji wspomnień. Czytając „Piknik w Prowansji”, na początku nieco się męczyłam, miałam wrażenie, że autorka pisała swoją książkę trochę „na siłę”, bo naprawdę wiele jej wspomnień nie było ciekawych; stwierdziłam, że za dużo jest „o tym samym”, chociaż było też kilka interesujących mnie fragmentów. Jednak dzięki temu, że znam obie książki Elizabeth Bard, teraz mam porównanie i mogę powiedzieć, że jest ona naprawdę dobrą pisarką, tylko chyba trochę pośpieszyła się z wydawaniem swojej drugiej książki…

„Szczęście traktowałam jako coś bardzo abstrakcyjnego, wynik długiego równania: początkowa samoocena, razy x osiągnięć, podzielone przez y dolarów, n kredytów, minus f przepracowanych godzin, plus g zdobytego szacunku.”

Podobnie jak w „Pikniku w Prowansji”, również w „Lunchu w Paryżu” nie mogło zabraknąć słynnych przepisów autorki. Z tym, że te przepisy wydają mi się dużo łatwiejsze do wykonania. Kilka – tych „słodszych” – mam już nawet na oku i, kto wie, może nawet kiedyś uda mi się je wypróbować. W końcu, chyba każdy chciałby kiedyś wykonać jakiś deser, potrawę według prawdziwego, „francuskiego” przepisu – a autorka daje nam właśnie taką możliwość.

Ostatecznie jednak cieszę się, że mogłam przeczytać te książki. Dzięki autorce i jej bezstronnym komentarzom miałam okazję dowiedzieć się więcej o stylu życia mieszkańców Stanów i Francji, mogłam poznać różnice kulturowe tych dwóch państw. Słowem, dowiedziałam się wielu ciekawostek, o których zwykły turysta nie ma prawa wiedzieć, dlatego polecam wspomnienia Elizabeth Bard wszystkim ciekawym świata – Paryż, Londyn, Nowy Jork i okolice mogą naprawdę zafascynować.

Znacie tę autorkę? Lubicie czytać takie wspomnienia?
Czekam na Wasze komentarze,
Sia


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las! <3

2 komentarze:

  1. Nie znam jeszcze tej autorki. Ale to zdecydowanie moje klimaty, także chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli to w sumie taka autobiografia :D
    Hej, zazwyczaj takie książki mnie nie ciekawią, ale uczyniłaś taką magię, że nawet mi się to spodobało. Nie wierzę, że dopisuję tą książkę do listy "must have" XD. Serio, zaczarowałaś mnie. Takie wspomnienia z życia wzięte mogą być ciekawe. A co do drugiej części... zapewne wszystko co chciała przekazać zawarła już w pierwszej części, dlatego druga była trochę nudniejsza.
    Pozdrawiam!

    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń