Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Zakonnice odchodzą po cichu


O tym z reguły się nie mówi. To jest dość delikatny temat. Nie powinno się go poruszać – Taka jest opinia wielu osób. Tylko właściwie, dlaczego miałby to być „temat tabu”? Może po prostu dlatego, żeby nie robić niepotrzebnej sensacji, albo żeby – nie gorszyć osób wierzących, mających jasne zasady…

O tym, jak jakiś kleryk czy zakonnik opuści seminarium/zakon, zazwyczaj wiedzą wszyscy zainteresowani. Byli księża czy zakonnicy nie obawiają się mówić o swojej kościelnej przeszłości. W końcu, nie zawsze jest w tym coś złego, nie każdy ma powołanie… Zupełnie inaczej jest z siostrami zakonnymi. Zakonnice albo zostają w klasztorze na zawsze, albo po prostu starają się o tym zapomnieć, z nikim o tym nie rozmawiają. Nie chodzi o wstyd – raczej o to, że nie ma po co do tego wracać.

Marta Abramowicz w swoim reportażu „Zakonnice odchodzą po cichu”, jako pierwsza reporterka w Polsce, postanowiła zająć się tematem odchodzenia zakonnic z klasztorów. Jak sama pisze – to zadane nie było łatwe, ponieważ niewiele znalazło się chętnych byłych sióstr, które chciałyby o tym opowiadać. To niełatwy temat, bardzo delikatny, jednak dobrze, że taka książka powstała – ludzie powinni znać chociaż minimum prawdy, nawet, gdyby miała to być niewygodna prawda.

To w jaki sposób zakonnice traktowane są w klasztorze przeraża. Jednak o tym się nie mówi, bo posłuszeństwo tego siostrom zabrania. Po wystąpieniu, też z reguły nie powinno się o tym mówić, ponieważ nie wypada narażać swojego zgromadzenia na złą opinię… Dlatego bardzo ciężko było zebrać Marcie Abramowicz materiał do tej książki. Zakonnice, które odchodzą zazwyczaj próbują zapomnieć o tym, co tam przeżyły. Często przestają wierzyć w Boga, a z Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego. Tak klasztor potrafi zniszczyć psychikę. Jednak leczyć można się dopiero „na wolności”, w klasztorze – tylko za zgodą przełożonej. Nawet zakonnicy, spowiednicy sióstr w klasztorach, opowiadają, że to, co tam się dzieje nie jest normalne, a zakonnice nazywają „współczesnymi niewolnicami”. Jednak Siostry Generalne niewiele sobie z tego robią, nadal żyją trzymając się przedpoborowych, sztywnych zasad. Może ta książka coś zmieni?

Przyznam się, że miejscami ciężko było mi czytać tę książkę. Zresztą, byłe zakonnice same obawiały się, że nie zostaną właściwie zrozumiane przez innych. I poniekąd tak jest właśnie w moim przypadku. Mam jasne, własne poglądy – chociaż szanuję zdanie innych. Większość z tych kobiet, po opuszczeniu klasztoru, straciły wiarę, przestały chodzić do kościoła. Można to uznać za skutek uboczny tej „nieszczęsnej dyscypliny zakonnej”, ale przecież tak nie musi być. Książka ta ukazuje prawdę, jak jest w większości klasztorów w Polsce (chociaż pewnie nie we wszystkich jest tak samo).

Rozeznanie swojego powołania to nie jest łatwa sprawa. W rzeczywistości tylko nieliczni są prawdziwie powoływani. Chociaż, coraz częściej mówi się, że powoływany jest każdy (każdy – tylko trzeba mieć odwagę i wytrwałość w całkowitym, dobrowolnym życiu z Chrystusem). Niektórzy właśnie są tacy słabi – byle przeszkoda pojawi się na ich drodze i od razu się poddają, twierdzą, że nie mają sił, nie dadzą rady, to nie dla nich droga. Różnie w życiu bywa, nie zawsze właściwie rozezna się swoje powołanie, dlatego w wystąpieniu, rezygnacji nie zawsze jest coś złego. Inaczej jest ze ślubami, przysięgą – jak się na coś już deklarujemy, trzeba być chociaż trochę odpowiedzialnym. Jeśli nie jest się czegoś pewnym – lepiej poczekać.

Jest ciężko, nie wielu udaje się wytrzymać. Zakonnice jednak zazwyczaj nie mówią o tym, ile wycierpiały, że wielokrotnie miały dość. Byłe siostry zakonne często w książce wspominają, że za wzór stawiało im się św. s. Faustynę, ale gdyby tylko znały całą jej historię – wiedziałyby, że jej też na początku było ciężko. O tych trudnościach wewnątrz klasztornych zazwyczaj się nie mówi, dlatego dobrze, że powstała taka książka. Dobrze – ze względu na młode dziewczyny, które idą do klasztoru zaraz po liceum lub – co gorsze – zauroczone rekolekcjami powołaniowymi (które notabene kosztują więcej niż „dniówka” przeciętnego Polaka).

Być może nie powinnam roztrząsać tego tematu w taki sposób, nie powinnam robić z tego wielkiej sensacji. Nie jestem przeciwniczką sióstr zakonnych – sama znam wiele naprawdę fajnych, można też pojechać na Lednicę i samemu się przekonać – także nikomu nie odradzam pójścia do zakonu, ale uważam, że uświadomić nieświadome młode dziewczyny trzeba. A ta książka jest po prostu prawdziwa, oparta na faktach, dlatego nikt nie powie, że jest inaczej…

Niestety, nie od dziś wiadomo, że na leżę do osób za bardzo ciekawych. Muszę wiedzieć wszystko, co nie jest mi do niczego potrzebne, a później robię niepotrzebną sensację, o byle co. Dlatego, żeby nie roztrząsać tematu – nie polecam tej książki każdemu. Polecam ją tylko takim osobom jak ja – „ciekawskim”, ale niech każdy ją czyta na własną odpowiedzialność ;)

Pozdrawiam serdecznie,

Sia

15 komentarzy:

  1. Ciężko mi powiedzieć czy książka jest dla mnie czy nie. Jakkolwiek by nie było i tak bym nie miała kiedy jej przeczytać, bo mam własnych książek do przeczytania bardzo dużo ;)

    Mój blog - Klik. Zapraszam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie jest to książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też należę do ciekawskich osób i chciałabym tę książkę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio w wielu miejscach natykam się na tę książkę i trzeba przyznać porusza temat bardzo oryginalny, faktycznie zupełnie nie mówi się o sprawach, które są w niej poruszone. Z chęcią bym ja przeczytała, bo tematyka życia zakonnego mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. strasznie ciężko czyta mi się tą książkę, dlatego dawkuję ją sobie po jednej opowieści. czasem nad nią się nawet wzruszam, czasem jestem przerażona. ale zdecydowanie warto ją przeczytać, sporo rzeczy można sobie uświadomić. i sporo też zrozumieć i spojrzeć nieco inaczej na pewne kwestie.
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję, że ta książka wywoła we mnie wiele emocji. Mam ją w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku ta książka budziła same kontrowersje - zero emocji, zero wzruszenia...

      Usuń
  7. Klasztor z pewnością potrafi "ustawić" psychikę zakonnic na konkretny tor. Książka nie jest zapewne łatwa w przekazie, ale z chęcią bym się z nią zapoznała. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Nigdy nie zastanawiałam się nad życiem zakonnic w klasztorze. Kiedyś pomyślałam jedynie, że musi być nudne. Chyba sobie poczytam z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam parę dziewczyn, które wystąpiły z zakonu , ale przeniosły się do innego środowiska i ślad po nich zaginął :)Chętnie sięgnę po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam kiedyś o takim zakonie (Tyle, że nie wiem czy to jest prawda), gdzie Zakonnice podobnież śpią w trumnach. Ja miałam w szkole średniej religię z Zakonnicą, która nosiła na palcu obrączkę, ponieważ takie były zasady tego zakonu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi trumnami też coś obiło mi się o uszy, ale nie będę nic pisać, żeby nie wprowadzać w błąd [moim zdaniem to jakaś sekta, a nie zakon, żeby spać w trumnach... no, ale nie wiem]. A z obrączką na palcu to pewnie co najmniej w kilku zakonach w Polsce tak jest i w sumie nie ma w tym nic złego;)

      Usuń
    2. Najważniejsze, żeby tylko fanatyzmem religijnym nie robić żadnej krzywdy drugiemu Człowiekowi <3

      Usuń
    3. To prawda<3 Miłość i szacunek dla drugiej osoby są najważniejsze :)

      Usuń
    4. I na tym powinna się opierać absolutnie każda religia <3

      Usuń