Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Co oglądałam w Święta?

Przyznaję się - chyba zrobiłam błąd - powinno być *w Święta...

Już od końca listopada zaczęłam wprowadzać się w Świąteczny nastrój i w wolnych chwilach oglądałam okołoświąteczne filmy. Większość jest przyzwyczajonych do oglądania stale tych samych filmów, tj. oglądanie na Święta „Kevina” to w wielu domach już tradycja – ja jednak w tym roku Kevinowi mówię stanowcze nie! Podczas tych Świąt Bożego Narodzenia na pewno go nie obejrzę.

Co będę oglądała zamiast „tradycyjnych filmów”? W tamtym roku na przykład oglądałam film o papieżu Janie XXIII i bardzo mile wspominam tę biografię obejrzaną w gronie rodzinnym.

W tym roku – przed Świętami – udało mi się obejrzeć dość sporo filmów, głównie o Świętym Mikołaju. Choć podobało mi się tylko kilka z nich. Wiecie, co w tych filmach jest najgorszego? W prawie wszystkich pojawiają się te same problemy: ktoś w Świętego Mikołaja nie wierzy, Mikołaj trafia do więzienia, traci pamięć, nie chce być Mikołajem… To jest chyba „urok” filmów familijnych, ale zdarzają się nieliczne wyjątki – starsze produkcje, które z amerykańską komercją mają mniej wspólnego – które naprawdę warto obejrzeć.

Poniżej przedstawię Wam wszystkie filmy, które udało mi się do dnia dzisiejszego obejrzeć, a te ciekawsze podkreślę.

„Nie jestem tylko dobroduszną postacią w zabawnym kostiumie. Jestem symbolem, symbolem zdolności człowieka do przełamywania egoizmu i nienawiści które zwykle nami kierują. Jeśli nie przyjmujesz niczego na wiarę, jesteś skazany na życie w wątpliwościach.”
– cytat z filmu „Cud na 34. ulicy”

Uwolnić Mikołaja! – To pierwszy film, który zdecydowałam się obejrzeć przed Świętami. Liczyłam na coś śmiesznego, coś co pozwoli mi się odstresować, odpocząć. I nie zawiodłam się. Może dlatego, że to był pierwszy film o św. Mikołaju jaki w tym roku obejrzałam, nie czułam tego, że wszystko w tym filmie się powtarza, że coś podobnego już oglądałam. Raczej do najlepszych komedii nie zaliczyłabym tego filmu (jak dla mnie bardzo ciężko jest znaleźć powalającą komedię), ale momentami był śmieszny i nader ciekawy.

Opis Filmweb:
„Święty Mikołaj spowodował wypadek swoimi saniami i jest poszukiwany przez policję.  Znajduje schronienie u 9-letniego Toma i jego ojca – Steve'a, który niedawno wyszedł z więzienia, nie chce pakować się w kłopoty i trzyma się od stróżów prawa z daleka. Jednak kiedy Mikołaj trafi za kratki, próbując odbić z przytułku dla zwierząt swojego renifera, Tom zmusi tatę do interwencji. Wspólnie postarają się uwolnić Mikołaja i umożliwić mu powrót do Laponii.”

Święty Mikołaj (Joulutarina) – Ten film zdecydowanie warto obejrzeć! W żadnym wypadku nie zaliczyłabym tej produkcji do komercyjnego wytworu. Ten film jest po prostu inny niż wszystkie, dużo lepszy. W większości filmach o Mikołaju powtarza się motyw porwania, uwięzienia, braku wiary w niego. W filmie Joulutarina twórcy bardziej skupili uwagę na dzieciństwie Świętego, na tym jaki był, co robił zanim „oficjalnie” jego dawanie prezentów stało się tradycją. Z pewnością film ten zaliczam do swoich ulubionych.

Opis na Filmweb:
Dawno, dawno temu w małej wiosce w Laponii, żył chłopiec o imieniu Mikołaj. Pewnego dnia pod saniami jego rodziców załamał się lód na jeziorze. Mikołaj stał się sierotą Mieszkańcy wioski postanowili wspólnie zaopiekować się chłopcem. Każda rodzina gościła go u siebie przez cały rok. A zawsze w Boże Narodzenie Mikołaj przenosił się do następnego domu. Żeby okazać wdzięczność, chłopiec postanowił obdarowywać dzieci swoich gospodarzy własnoręcznie wykonanymi prezentami - zabawkami. Z biegiem czasu prezenty pojawiały się na progach większości domostw, bo prawie wszyscy gościli Mikołaja.

Kiedy pewnego razu w wiosce zaczęło brakować jedzenia, mieszkańcy, postanowili wysłać Mikołaja na naukę zawodu  do stolarza - pustelnika o imieniu Lisakki. Pod czujnym okiem srogiego nauczyciela Mikołaj szybko się uczył. Coraz sprawniej wykonywał zabawki i były one coraz piękniejsze. Jednak Lisakki, który nie lubił dzieci, postanowił zakazać Mikołajowi wykonywania prezentów. Świąteczna tradycja obdarowywania się prezentami została zagrożona.

Świąteczne zamieszanie – Kolejny film, w którym nikt nie wierzy w Świętego Mikołaja. Może ciekawy, ale ja mam ochotę powiedzieć tylko tyle – „Ale to już było…”. Na Filmweb niestety udało mi się znaleźć tylko równie krótki opis jak mój, co pewnie świadczy o tym, że film można sobie darować…

Opis na Filmweb:
Sanie świętego Mikołaja zostają zestrzelone nad terenem wojskowym. Mikołaja zatrzymano celem przesłuchania go. Los świątecznych prezentów leży w rękach dwóch służbistów.

Walnięty Święty?! – Film trochę ciekawszy, bardziej śmieszny, niż film, o którym wspomniałam poniżej, ale rewelacji też raczej nie ma. W razie wielkich nudów można obejrzeć z rodziną, ale samemu – szkoda czasu.

Opis na Filmweb:
Święty Mikołaj myśli o odejściu na emeryturę. Żeby przemyśleć swoją decyzję wyrusza na małą przejażdżkę swoimi saniami, które ciągną... renifery. W trakcie podróży wypada z sań i ląduje na masce samochodu pewnego dziennikarza miejscowej telewizji. Kiedy dochodzi do siebie stwierdza fakt, że nie wie kim jest, co robi, jak się nazywa... Elfy zaniepokojone zniknięciem "grubego" postanawiają wyruszyć na poszukiwania Świętego.

Świąteczna historia – Szczerze, spodziewałam się, że ten film będzie bardziej świąteczny. Owszem, była to rzeczywiście świąteczna historia, ale spodziewałam się po niej czegoś więcej. Twórcy w filmie skupili się bardziej na chorobie kobiety, matki małego Nathana, natomiast Święta były ukazane tylko przez pryzmat świątecznej gorączki zakupów. Mimo wszystko film zasługuje na uwagę. Jest niesamowicie wzruszający i piękny, i z pewnością jest ciekawszy od filmów o św. Mikołaju.

Opis na Filmweb:
Święta Bożego Narodzenia to magiczny okres roku, który znacząco może wypłynąć i zmienić nasze życie. Przekonał się o tym Robert Layton /Rob Lowe/, który dla sukcesów finansowych zaniedbał swoją rodzinę - żonę Kate i ich dwunastoletnią córeczkę Lily. Pochłonięty pracą w ostatniej chwili przypomina sobie o świątecznych prezentach. W poszukiwaniu niespodzianek dla żony i córki, Rob spotyka ośmioletniego Nathana. Chłopczyk również szuka prezentu dla ukochanej mamy. Ma być to wyjątkowy prezent. Spotkanie to jest dla Roba niezwykłą lekcją o życiu i miłości. Nie pozostanie obojętny wobec wydarzeń, które wydarzą się w ten przedświąteczny wieczór.

Cud na 34. ulicy – Czasami bywa tak, że nawet dzieci nie wierzą w Świętego Mikołaja. Dlaczego? Może kiedyś się na nim zawiodły, a może rodzice im wmówili, że trzeba być realistami, że Mikołaja nie ma? Wyśmiejcie mnie, ale ja w niego wierzę. Co prawda w tym roku nie spełnił mojego życzenia (ale to chyba dlatego, że było ono niematerialne, a takich życzeń Święty podobno nie spełnia), ale za to kilka lat temu, gdy byłam mała dostawałam to co chciałam (i wcale nie od rodziców!), nawet jeśli to były prezenty z lekkim opóźnieniem. Co więcej mogę powiedzieć o tym filmie? Powiem tylko tyle, że warto go obejrzeć, nie jest tak strasznie przesiąknięty komercją (a nawet jeśli trochę jest to ma za to bardzo fajne przesłanie i wzruszające zakończenie).

Opis na Filmweb:
Kriss Kringle zostaje zatrudniony w wielkim magazynie jako święty Mikołaj. Sklep znajduje się w poważnych kłopotach finansowych i grozi mu przejęcie przez wrogą sieć megasamów. Jednak Kriss dzięki swoim niekonwencjonalnym pomysłom przyczynia się do zwiększenia obrotów i staje się sensacją sezonu. Zawistny szef konkurencji knuje intrygę, by skompromitować świętego Mikołaja...


Śnięty Mikołaj – Oglądałam chyba w Pierwszy Dzień Świąt. Akuratnie film się zaczynał, więc postanowiłam, że zaryzykuję. Jeszcze go nie widziałam, może będzie ciekawy – pomyślałam. Niestety zawiodłam się na całego. Ten film niestety również nie różni się niczym od pozostałych filmów o Mikołajach… Nie polecam, stanowczo!

Opis na Filmweb:
Scott Calvin, rozwodnik ciężko pracuje, ale lubi to, więc nie ma czasu by choćby od święta zająć się swoim synem. A nawet jak ma z nim spędzić Święta Bożego Narodzenia, to jest to bardziej nieszczęście dla nich obu, niż przyjemność, gdyż nie jest w stanie znaleźć z synem wspólnego języka. Charlie ma ojca za sztywnika i wapniaka. Na dodatek Scott podczas Świąt przypadkiem nakrywa Świętego Mikołaja, który przez niego ma cieżki wypadek. Charlie namawia swojego tatę, aby ten zastąpił Mikołaja, by nie zawieść milionów dzieci na całym świecie...

Renifer Niko ratuje Święta – Pierwsza świąteczna bajka jaką w tym roku obejrzałam! Oglądałam ją z całą rodziną w Wigilię. Może do najciekawszych animacji świątecznych nienależny, ale bardzo mi się podobała i serdecznie ją polecam wszystkim. Przede mną druga część przygód Renifera Niko, a później może jeszcze uda się obejrzeć Rudolfa? :)

Opis na Filmweb:
Małego renifera Niko samotnie wychowała mama, ponieważ jego tata jest członkiem legendarnej Powietrz­nej Eskadry Świętego Mikołaja. Niko nigdy nie spotkał taty, ale bardzo go podziwia i chciałby w przyszłości być taki jak on. Marzy o tym, aby dostać się do ekipy najbardziej odlotowych reniferów – reniferów Świętego Mikołaja. Kiedy stado głodnych wilków, któremu przewodzi Czarny Wilk, napada na renifery, Niko postanawia zwrócić się o pomoc do taty. Aby go odnaleźć i pokrzyżować niecne plany wrogów, mały renifer razem z przyjaciółmi – wiewiórką Juliusem i łasicą Wilmą – wyrusza w długą i niebezpieczną podróż. Stawka jest wy­soka – wilki zagrażają nie tylko rodzinie Niko, ale całemu światu – chcą zniszczyć święta Bożego Narodzenia.

Jak widać – w sumie obejrzałam 8 filmów, ale polecić mogę niestety tylko 3 z nich. Wiecie, że mnie strasznie ciężko jest zadowolić jeżeli chodzi o dobre produkcje. Ale to trochę dlatego, że widziałam już całkiem sporo filmów i z każdym kolejnym jestem coraz bardziej wymagająca. Cóż… Nic na to nie poradzę. Ale lista filmów, których jeszcze nie widziałam, ciągle jeszcze jest bardzo długa :)
W tym roku także stanowczo zaprotestowałam i „Kevinowi” powiedziałam NIE! Nie lubię oglądać w kółko tych samych filmów. Szkoda cennych godzin na oglądanie tego, co już widziałam…

A Wy co w tym roku oglądaliście przed Świętami, w Święta, po Świętach? Piszcie koniecznie, bo strasznie jestem ciekawa. Może też obejrzę? :)

Buziaki,
Sia <3.

3 komentarze:

  1. ja w sumie obejrzałam kawałek kewina i w sumie nic więcej ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja oglądałam jedynie Kevina. Uwielbiam go :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Renifer Niko ratuje Święta" - uwielbiam! Bajka z mojego dzieciństwa :)
    U mnie w domu jest taki zwyczaj, że oglądanie telewizji, korzystanie z komputerów, telefonów, internetu, w czasie Świąt ograniczamy do minimum :)

    OdpowiedzUsuń