
„Nie wiem, czy ktokolwiek z nas dostrzega
pełen obraz Boskiego planu, że tak się wyrażę.
Jesteśmy jak małe dzieci, siedzące na
podłodze, wpatrujące się w tył gobelinu, który jest właśnie tkany. Czasami może
wdawać się nam brzydki. Kolory są pomieszane i nie ma to sensu.
Pewnego dnia, już nie będziemy siedzieć na
podłodze! Przejdziemy na drugą stronę gobelinu, a geniusz Boskiego dzieła
stanie się jasny. A w centrum tego wszystkiego zobaczymy Krzyż.
Ale w tym ogromnym gobelinie możemy także
dostrzec pojedynczą, wyjątkową nić. Jedyną w swoim rodzaju i kolorze, dzięki
której nasze życie zaczyna nabierać sensu, pojedyncza nić, bez której całość
wydaje się być niekompletna. ”
Dokładnie wczoraj
miała miejsce oficjalna polska premiera filmu „Czy naprawdę wierzysz”. Na film czekałam właściwie odkąd po raz
pierwszy zobaczyłam zagraniczny trailer. Miałam cichą nadzieję, że polska
premiera będzie o wiele wcześniej, ale i tak cieszę się, że w ogóle się odbyła.
Scenariusz
filmu „Czy naprawdę wierzysz”
został napisany przez tych samych twórców, co scenariusz do filmu „Bóg (nie)umarł”. Oglądając po raz
pierwszy zwiastun miałam wrażenie, że nowy film będzie bardzo podobny do tego,
co już było… i w sumie trochę miałam rację. Ale nie do końca!
„Czy naprawdę wierzysz” to film opowiadający o 12 różnych
osobach – każda zmierzająca w innym
kierunku; poszukująca. Samantha
jest samotnie wychowującą dziecko matką; z dnia na dzień straciła męża, pracę i
dom. J.D. wraz ze swoją żoną stracili jedyną córkę. Maggie straciła kontakt ze swoim ojcem,
jej jedyną rodziną. Grace, choć jest
osobą wierzącą i ma męża pastora, nie może zajść w ciąże, której bardzo
pragnie. Elena zaszła w ciążę,
której nie planowała, niedługo ma zostać samotną matką. Kriminal wraz ze swoim bratem są złodziejami i przestępcami,
bez zawahania potrafiliby zabić człowieka. Carlos
po powrocie z wojny, nie potrafi pozbierać się z traumy jaką tam przeżył. Joe siedział kiedyś w więzieniu,
dzisiaj jest ciężko chory, a mimo to bezinteresownie pomaga innym…
To tylko kilku z dwunastu głównych bohaterów. Bo w
rzeczywistości w tym filmie wszyscy grają pierwszoplanowe role. Każdy z nich
jest inny, każdy ma inne problemy. Jedni są mniej wierzący, inni bardziej, a
niektórzy nie wierzą wcale. Wszyscy jednak „po coś” są na tym świecie, mają
jakieś zadanie do wykonania. Nawet jeśli czasami, wydaje się, że ktoś ma cały
czas tylko „pod górkę” to w rzeczywistości Bóg opiekuje się każdym – pragnie
szczęścia każdego człowieka.
„Nawet bardzo złe rzeczy mogą doprowadzić do
czegoś dobrego”.
Niemal na samym początku filmu możemy zobaczyć scenę, w
której człowiek (wg twórców filmu – kaznodzieja), idzie środkiem ulicy, niosąc drewniany
krzyż. Gdy przejeżdża obok niego pastor, człowiek ten odwraca się i pyta go:
- Czy wierzysz w Krzyż
Jezusa Chrystusa, w to, że umarł On za twoje grzechy?
- Wierzę. Jestem
pastorem.
- Nie pytałem kim
jesteś, pytałem, czy WIERZYSZ.
Tak samo jak ten pastor pewnie odpowiedziałby niejeden
katolik regularnie chodzący do kościoła – wierzę, przecież chodzę co niedzielę
do kościoła. Tymczasem w tej prawdziwej wierze chodzi o coś więcej. Sama znam
wiele osób niewierzących, które niejednokrotnie okazują się o wiele „lepszymi”
ludźmi niż katolicy – nie szukają oni okazji do pomagania innym, tylko zawsze
tę okazję potrafią zauważyć, nie oczekują w nic w zamian, po prostu pomagają,
bezinteresownie.
I właśnie od tego jednego, pozornie oczywistego pytania,
wszystko się zaczyna. To pytanie zawsze każdego wierzącego zmusza do
zastanowienia się, a później do dzielenia się swoją wiarą z innymi.
„On zawsze tu był i czekał na ciebie. Ale
musisz zdecydować, kiedy zrobisz pierwszy krok, który odmieni twoje życie.”
Brat Kriminala, Pertty
Boy, pewnego dnia znalazł się w dość
trudnej sytuacji: miał zabić człowieka, a później uciec z jego pieniędzmi.
Pewnie dawniej nie miałby z tym żadnego problemu, jednak po „wydarzeniu z
kaznodzieją”, którego wraz z bratem chcieli zabić, coś w nim zaczęło się
zmieniać. Dlatego też nie zabił tego człowieka, uciekł tylko z jego pieniędzmi.
Gdy policjanci już prawie go złapali, udało mu się uciec do kościoła i tam się
schować. I to właśnie tu przemieniło się całe jego życie. Mężczyzna będąc w
kościele prosił Boga, by ten go ocalił, by policjanci go niezatrzymani… i udało
się, nie znaleźli go w kościele. I właśnie ten cud przyczynił się do zmiany
życia dawnego „przestępcy”
„Ten Krzyż będzie cię sporo kosztował”
Czasami wiara wymaga również wielkich poświęceń. „Przez”
szczerą i prawdziwą wiarę możemy wiele stracić: pracę, rodzinę, pieniądze…
Jeden z bohaterów filmu nie wahał się jednak przed podjęciem decyzji, czy jest
gotowy walczyć o wiarę w Jezusa Chrystusa.
Gdy został oskarżony o to, że „zamiast ratować umierającego on go
nawracał” – pomimo, że sam temu umierającemu nie mógł już pomóc – nie zamierzał
się usprawiedliwiać przed sądem, nie zamierzał mówić, że coś zrobił źle… Pomimo
namowy żony i świadomości tego, że straci pracę postanowił „przyznać się do
winy” i powiedzieć, że zawsze postąpiłby tak samo, czyli zawsze byłby gotowy
mówić o Jezusie, gdyby dzięki temu miał kogoś uratować od śmierci wiecznej.
„ – Wiesz, że on jest poważnie chory?
– Wiem, ale nie martw się, modliłam się za
niego.”
Ten dialog jest z pewnością jednym z tych, które
najlepiej zapamiętałam. Jest to fragment rozmowy małej dziewczynki ze swoją
przyszywaną babcią. Dla większości dialog ten może wydawać się śmieszny, ale
dla osób wierzących nie powinien być ani trochę śmieszny. Bo właśnie takiej
wiary oczekuje od nas Bóg: wiary mocnej, szczerej i pewnej, czyli takiej wiary
jak u małego dziecka, które jest pewne, że otrzyma wszystko, o co poprosi.
***
Ogólnie film bardzo przykuł moją uwagę. Podczas oglądania
go chyba nic nie byłoby w stanie mnie od niego oderwać. Film, choć czasami
wydaje się mało realistyczny, przekazuje bardzo trafnie prawdy o życiu wielu
ludzi. Ktoś może pomyśle, że nie możliwe jest, żeby tyle rzeczy wydarzyło się w
jednym czasie. To prawda. W jednym czasie tyle rzeczy się nie wydarzy, ale
takie rzeczy zdarzają się naprawdę. Ludzie mają w życiu różne problemy i ten
film przekazuje, że właśnie na osobach wierzących spoczywa szczególna odpowiedzialność,
by pomagać wszystkim, niezależnie od niczego.
Oprócz tego, coś, czego bardzo dotkliwe mi zabrakło w tym
filmie, to muzyka. Jeden utwór zespołu Newsboys
możemy usłyszeć pod koniec, ale ta jedna piosenka to moim zdaniem zdecydowanie
za mało.
Film „Bóg (nie)umarł” pokochałam chyba głównie za muzykę.
Ten film niestety muszę pokochać tylko za wspaniały przekaz!
Poniżej udostępniam teledysk do końcowej piosenki z
filmu.
Sia
_______________
*wszystkie cytaty pochodzą z filmu „Do you believe?”
fajny post :v
OdpowiedzUsuńNie słyszałam wcześniej o tym filmie. Może obejrzę :)
OdpowiedzUsuńMam zamiar obejrzeć :)
OdpowiedzUsuńo może obejrzę ; )
OdpowiedzUsuńmoże być dość ciekawy ;D
OdpowiedzUsuńNigdy nie słyszałam o tym filmie, ale wydaje się być ciekawy. :)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie warto nadrobić zaległości. Jest świetny!
Usuńo filmie słyszałam, ale niestety po wielu przejściach dość ciężko jest mi wrócić do tematu wiary, kościoła itp. może jeszcze kiedyś mi się to uda, ale na razie trzymam się na spory dystans.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam.
O filmie nigdy nie słyszałam, ale przyznam, że poraz kolejny zaciekawiłaś mnie swoją recenzją :)
OdpowiedzUsuńSłyszałam o tym filmie i jest on na mojej liście do obejrzenia :)
OdpowiedzUsuńOgladalem na religii polecam
OdpowiedzUsuńOglądałam na rekolekcjach Niesamowity film ♥
OdpowiedzUsuń