Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

piątek, 25 lipca 2014

Na morzu, czyli historia z filmu "Wszystko stracone" i książki "Lord Jim"

 Ostatnio zaczęłam czytać „Lorda Jima”. Książka opowiada historię młodego chłopaka, który „pływał po morzu”, które – jak to może – nie zawsze dla niego było łaskawe (zresztą dla nikogo nie jest).

Pewnego dnia, podczas podróży Jima, na statku, którym podróżował, nastąpiła pewna awaria, która wywołała ogromne przerażenie wśród „dowódców” statku (a dokładnie świadkami tego wydarzenia byli mechanicy, kapitan i oczywiście Jim – oficer). Nie wiedzieli, jak mają się zachować; wiedzieli, że statek w ciągu zaledwie kilku minut pójdzie na dno, więc musieli podjąć natychmiastową decyzję (choć pewnie wszyscy toczyli wewnętrzną walkę, czy aby słusznie postępują).
Całą tę sytuację opowiada/obrazuje Jim, którym ona ogromnie wstrząsnęła. Sam gotowy był zginąć, nie bał się śmierci; najbardziej przerażał go fakt, że na pokładzie jest 800 osób, czasu jest mało i nie wiele już można zrobić. Zdawał sobie sprawę z własnej bezradności, z beznadziejnej sytuacji, w której nic nie mógł zrobić. Jego współtowarzysze pewnie też przejmowali się tą sprawą – albo przynajmniej o niej myśleli – jednak postanowili wybrać łatwiejsze rozwiązanie: zamiast robić zamieszanie i ratować ludzi - przede wszystkim uratować siebie.

Dla Jima ich zachowanie było przerażające, ale co miał zrobić? Sam nie uratowałby tych wszystkich ludzi, wiedział także, że łodzi było za mało, by uratować wszystkich – a poza tym – przerażał go widok tych setek ludzi, którzy w pośpiechu chcą się ratować, pomimo iż mogą nie zdążyć (bo jak przewidywali wszyscy do zatonięcia statku zostało zaledwie kilka minut)…

Jim’owi i jego trzem współtowarzyszom wyprawy udało się przeżyć, ale co z tymi ludźmi, co zostali na statku ?

Samo postępowanie kapitana i jego załogi wzbudza ogromne oburzenie – dowódca statku nigdy nie powinien tak się zachować, on powinien opuścić statek jako ostatni… A jednak bał się śmierci, wiedział, że sytuacja jest kryzysowa: albo zginą wszyscy, albo uratuje przynajmniej siebie i część swojej załogi… Jego obowiązkiem było ratować pierwsze innych, siebie na końcu, a jednak „nie dał rady”, zwyczajnie zabrakło mu odwagi…
Jim natomiast okazuje swoją ogromną wrażliwość, empatię i chęć niesienia pomocy. Zależy mu na drugim człowieku; nie myśli tylko o sobie, a właśnie drugą osobę stawia na pierwszym miejscu.


Zupełnie inna historia przedstawiona jest w filmie, choć akcja również rozgrywa się „na morzu”.

W filmie "Wszystko stracone" przedstawiony jest żeglarz, który płynie samotnie. Sam musi podejmować decyzje, zmagać się z trudnościami jakie zsyła na niego los…

Pewnego dnia jego łódź zahacza o jakąś blachę, robiąc w jego statku sporą dziurę, przez którą przedostaje się woda. Mężczyzna oczywiście był przygotowany na możliwość wystąpienia takiej awarii i szybko uporał się z tym problemem. Jednak ta niewielka dziura okazała się początkiem jego trudnej podróży…
Po naprawionej szkodzie kolejnym utrudnieniem w podczas podróży staje się burza. Żywioł niszczy jego statek stopniowo, z każdym dniem co raz bardziej. Po kilku dniach jego statek zniszczony jest doszczętnie. Na jego szczęście ma jeszcze „dmuchany domek-ponton”, więc cień nadziei zostaje. Jednak tej nadziei z każdym dniem jest coraz mniej, coraz trudniej jest mu radzić sobie z napotykanymi go przeszkodami; stopniowo traci wszystko, co potrzebne mu do przetrwania: radio nadajnik, wodę, jedzenie, statek, race (do wzywania pomocy), wokół jego pontonu pływają rekiny. Później nawet traci sam ponton, a bez niego przecież na pełnym morzu długo bez podpory się nie utrzyma i do brzegu też nie zdoła dopłynąć.
Mnie postawa tegoż żeglarza ogromnie poruszyła i podziwiam go. Sama na jego miejscu chyba już dawno bym się poddała, usiadłabym i płakała… On starał się być twardy i nieustannie walczył. Pomimo tego, że los zdecydowanie mu nie sprzyjał, gdy pojawiła się ostatnia szansa, cień nadziei, potrafił to wykorzystać.
                                                                                                                                        
Wiele osób uważa ten film za nudny. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak się dzieje, ponieważ mnie osobiście film poruszył bardzo i ogromnie mi się podobał. Może to, że w filmie nie ma dialogów jest nużące? To prawda, dialogów nie ma, ale za to jest ciągła akacja, ciągle coś się dzieje – zresztą „dzieje się” tak jak na morzu – nigdy nie ma spokoju.
Film ten przede wszystkim zmusza nas do refleksji - nie tylko do bezmyślnego obejrzenia, ale przede wszystkim do zastanowienia się nad tym, co my zrobilibyśmy w takiej sytuacji, jak byśmy się zachowali.


Zarówno film, jak i książka mają dramatyczną fabułę, ale – jak na dobre dzieła przystało – mają szczęśliwe zakończenie…
może jednak nie zdradzę jakie, ale powiem tyle, że oboje (główni bohaterowie) wygrali! Nie poddali się i można powiedzieć, że dostali drugie życie, drugą szansę.


Mnie szczególnie film bardzo poruszył. Bohater zmagał się z wieloma trudnościami i w momencie, gdy już praktycznie całkowicie stracił nadzieję – „odbił się od dna” ! Mimo jego szczęścia nie mogę zrozumieć „dlaczego” wcześniej musiał tak dużo przejść i… co on dzięki temu osiągną?
Zawsze jest mi trudno odpowiadać na to pytanie „dlaczego”, a ten film wcale mi tego nie ułatwił – przeciwnie – pojawiło się jeszcze więcej pytań…
Sama często zadaję sobie (Bogu) to pytanie i mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiem. I mam nadzieję, że zanim to zrozumiem nie stracę nadziei…


~SIA

niedziela, 20 lipca 2014

Motywacje

   Zawsze stawiaj sobie poprzeczkę jak najwyżej! Niezależnie od tego jak wysoko mierzą inni Ty zawsze mierz najwyżej. I nie przejmuj się jeśli za pierwszym razem nie zdołasz jej przeskoczyć - to wymaga wiele pracy, siły i wytrwałości - ale w końcu się uda!
   Przyjaciele zawsze będą dla Ciebie motywacją i wsparciem, ale nie przeskoczą za Ciebie poprzeczki - tu sam musisz sobie poradzić; ale pamiętaj, że do nich zawsze możesz się zgłosić po psychiczną pomoc.
   Niektórym udaje się skoczyć na porzeczkę, ale boją się przeskoczyć na drugą stronę. Na niej czują się bezpiecznie, bo wiedzą, że coś już osiągnęli; boją się, że gdy przeskoczą na drugą stronę wszystko stracą (lub nie poradzą sobie z nowymi wyzwaniami).
   Będąc na górze zapominają jednak, że mogą spaść "do tyłu" i stracić wszystko, co dotychczas osiągnęli, nie zależnie ot tego, czy zaryzykują.
   Wychodzi na to, że bezpieczniej jest zaryzykować, ponieważ możemy zyskać jeszcze więcej niż już mamy Nie ryzykując tylko tracimy, bo to, co uda nam się wcześniej osiągnąć nie jest "na zawsze", nie jest pewne; po upadku "do tyłu" znowu jesteśmy na stracie, w punkcie zero.
 
   A gdy już znajdziemy się na drugiej stronie, co dalej? Dalej powinniśmy wyznaczyć sobie nowy, kolejny cel; poprzeczkę zawiesić jeszcze wyżej i znowu przez nią przeskoczyć.
   I tak w kółko, ponieważ NIGDY nie powinniśmy przestawać marzyć, wyznaczać sobie coraz to nowych pragnień. Musimy stale do czegoś dążyć!


poniedziałek, 14 lipca 2014

Wakacyjne pocztówki #1

Hej!
Dzisiaj po raz pierwszy od początku wakacji wzięłam się za robienie pocztówek. Jestem dumna z tego co udało mi się stworzyć, choć mogło być zdecydowanie lepiej! Następnym razem bardziej się postaram ;-)
A Wy co myślicie o tych pocztówek? Która najbardziej Wam się podoba?
Miłego dnia!
 SIA

PS. Druga część kolaży TUTAJ



Sztuka to
-codzienne patrzenie 
na świat z zamkniętymi oczami
-w ciemności
dostrzeganie światła
-odnajdywanie kolorów 
w najciemniejszych pomieszczeniach
-malowanie codzienności
tęczą
-dotykanie słońca gołą ręką
w dzień ciemny
-w noc jasną
spaniem z otwartymi oczami
© SIA

niedziela, 13 lipca 2014

CCwW #4 Maria Rotkiel "Nas dwoje..."



Często, w przypadku książek osób znanych, na samym początku, nawet zanim jeszcze sięgniemy po jakiekolwiek recenzje bądź opinie,  stwierdzamy, że pewnie książka ta nie jest warta czytania, że została napisana tylko dla reklamy, zysku, większej popularności i innych podobnych korzyści… Tymczasem nie zawsze tak jest!

Osobiście czytałam już naprawdę wiele książek napisanych przez osoby znane z telewizji i bardzo lubię czytać takie publikacje (skąd to uwielbienie?  lubię książki autobiograficzne, pamiętniki, dzienniki, reportaże, a nawet poradniki, czyli wszystkie takie, w których autor zwraca się bezpośrednio do czytelnika), więc z doświadczenia już wiem, że nie wszystkie „tego typu” książki są pisane tylko dla rozgłosu.

W przypadku poradników, autorzy dzielą się z nami swoim doświadczeniem, piszą o tym, z czym sami się spotkali i, w ten sposób, chcą nam podpowiedzieć, jak radzić sobie w różnych przypadkach, z różnymi problemami. Niektórzy pewnie pomyślą: co jakiś psycholog będzie radził mi, co mam robić, skoro sam wiem najlepiej, też jestem w swoich sprawach doświadczony i znam je najlepiej – to prawda, ale czasami każda wskazówka może okazać się cenna!

Opisane w książce sytuacje są z życia wzięte; każdemu z nas może przytrafić się coś podobnego, a wtedy będzie nam łatwiej zachować się w danej sytuacji, ponieważ coś na ten temat już będziemy wiedzieli.

Niewiele wiedząc często nie potrafimy sobie poradzić z różnymi sprawami. Wiele osób boi się bezpośrednio poprosić kogoś o radę, pomoc. W takich momentach bardzo pożyteczne okazują się właśnie poradniki. W takich książkach możemy znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących oraz kłopotliwych dla nas pytań i może tak się stać, że dzięki książce uda nam się rozwiązać swój problem.
Jednak nie zapominajmy o tym, że nie każdy problem można rozwiązać samemu. Czasami bez fachowej pomocy, twarzą w twarz z osobą doświadczoną, możemy sobie nie poradzić. W takich przypadkach książka jest dobrym przygotowaniem, ponieważ dzięki niej już pewną wiedzę w danym temacie będziemy mieli i nie będziemy czuli się całkiem „zagubieni”; dodatkowe indywidualne porady mogą sprawić, że nasze problemy skończą się całkiem, na zawsze.

fragment książki; przydatne cytaty szybko i łatwo można znaleźć

                Maria Rotkiel w swojej książce „Nas dwoje, czyli miłosna układanka” pisze o tym, jak naleźć odpowiedniego partnera oraz, jak później z nim „żyć”.
Zakochanie się to dopiero połowa sukcesu, ale jak zadbać o to, by być z partnerem jak najdłużej, byśmy czuli się w jego towarzystwie szczęśliwie, bezpiecznie, komfortowo… zawsze jak najlepiej? Między innymi tego dowiemy się z tej książki. Dzięki wielu poradom, ćwiczeniom oraz przykładom z życia wziętym łatwiej będzie zrozumieć nam pewne kwietnie i przygotować się na trudne momenty w życiu, które mogą przytrafiać się każdemu.


                Jednak książka pomaga nie tylko znaleźć idealnego partnera , ale także lepiej poznać samego siebie. Poznanie siebie jest bardzo ważne nie tylko, by znaleźć swoją drugą połówkę, ale przede wszystkim, by czuć się szczęśliwym na co dzień.
Lepiej poznać siebie pomogą nam liczne ćwiczenia, które wykonane dokładnie dadzą świetny efekt! Sama postanowiłam z tych ćwiczeń skorzystać – choć nie szukam partnera – i zauważyłam u siebie pozytywną zmianę. Nie jest to jakaś ogromna zmiana, ale na pewno – na lepsze ;)
Oczywiście, nie powinniśmy każdej porady brać dosłownie – każdy z nas jest inny, indywidualny – ale wszystkie rady zawarte w różnych poradnikach wzbogacają nas o cenną wiedzę. Gdy znajdziemy się kiedyś w podobnej sytuacji łatwiej będzie nam się odnaleźć i podjąć rozsądne, najlepsze decyzje.


opis z tyłu książki
                Książkę tę szczególnie polecam osobom, które poszukują swojego życiowego partnera, osobom, które są w stałym związku oraz tym, którzy się rozwiedli. Książka ta przeprowadza nas przez wszystkie trudne etapy związku – od wolności po małżeństwo, ale także nie pomija trudnych momentów, które mogą przytrafić się „w trakcie” (czyli, np. kłótnie, kryzysy, niezgodności), a także najgorsze, czyli rozwód. Maria Rotkiel w poradniku opisuje cenne wskazówki, jak poradzić sobie z taką sytuacją;  krok po kroku możemy znów odzyskać pewność siebie i nie załamać się!

niedziela, 6 lipca 2014

CCwW #3 - Javier Ruescas - "Play"

Marz, walcz i nigdy się nie poddawaj!

Książka ta na każdym kroku udowadnia nam, że warto spełniać swoje marzenia, walczyć do samego końca, o to, co w życiu chce się osiągnąć, ponieważ wszystko jest możliwe! Los bywa bardzo dziwny, dlatego niczego nigdy nie możemy być pewni; nawet najgorsza sytuacja może obrócić się na naszą korzyść (albo najlepsza na niekorzyść…)

„Wyznaczamy bieg losu naszymi decyzjami i nie możemy dopuścić, by lęk i obawy nam w tym przeszkodziły. Mamy do przeżycia tylko jedno życie (…)”

źródło zdjęcia: Internet
Leo, absolutnie pewny siebie, dla sławy jest w stanie zrobić wszystko. Jego brat, Aaron, jest jego zupełnym przeciwieństwem – ma wielki talent muzyczny (sam komponuje i śpiewa utwory), jednak nie chce się nimi dzielić z innymi. Śpiewa i nagrywa wyłącznie dla siebie, ze swojej wewnętrznej potrzeby. Nowe utwory w jego głowie powstają niesamowicie spontanicznie, z ogromną łatwością i najczęściej w najmniej oczekiwanych momentach.

Leo i Aaron są braćmi-przyjaciółmi. Choć czasami zdarzają im się kłótnie, to w końcu i tak dochodzą do porozumienia i wzajemnie się wspierają. Jeden za drugim skoczyłby w ogień; gdy któryś z nich jest w tarapatach i potrzebuje pomocy, nigdy nie zostanie sam, zawsze może liczyć na braterską pomoc. Rzadko się zdarza, żeby rodzeństwo było ze sobą tak bardzo zżyte i zgodne, a im się to wyjątkowo dobrze udaje. Świetnie się dogadują i wspierają ; tworzą wspaniałą drużynę, choć tylko dwuosobową, ich siła przebicia jest co najmniej jak najpotężniejszy legion.

Brat Aarona, Leo, ma zawsze głowę pełną pomysłów, jest konkretny, odważny, ale też, nie zawsze rozsądny; robi wiele rzeczy nie zważając na konsekwencje swoich czynów. Gdy tylko nadarza się „wielka okazja” zdobycia sławy lub spełnienia jakichkolwiek swoich marzeń, nie przejmuje się niczym i podejmuje nawet największe ryzyko, by tylko osiągnąć cel.

„Nasza egzystencja jest zbyt krótka, by spędzić połowę życia na ucieczce.”

Pewnego dnia , Leo, wpada na genialny pomysł i, nie zastanawiając się długo, postanawia wcielić go w życie (pod pretekstem, że nie robi tego oczywiście wyłącznie dla siebie, ale przede wszystkim, by pomóc swojemu bratu) Jeden „genialny pomysł” Leo, obraca życie obu braci o 180 stopni.

Leo odnajduje nagrania demo autorskich utworów swojego brata. Piosenki od razu wpadły mu w ucho i był pod ogromnym wrażeniem jego talentu. Postanowił zrobić z nich „dobry użytek” – nagrać do nich teledysk  z własnym wizerunkiem, tak, by wyglądało, że to on śpiewa i wrzucić do sieci. Wszystko udało się bez żadnych komplikacji, a utwory w krótkim czasie zyskały dużą popularność w Internecie – chętnie były odtwarzane i pozytywnie komentowane przez słuchaczy.
Wszystko to, Leo, zrobił bez wiedzy właściciela utworów (swojego brata), więc nie mogło obejść się bez konsekwencji… Aaron był, łagodnie powiedziawszy, bardzo zły na brata. Po drobnym „rękoczynie”, wielu kłótniach i długich przeprosinach ze strony Leo, Aaron dał się jednak przekonać, że brat to zrobił dla niego. Dlaczego zrobił to „dla niego”? O tym dowiecie się wyłącznie z książki! Mogę zaznaczyć tylko, że ta sytuacja do samego końca trzyma czytelnika w niepewności.
                Wspólnie postanawiają dalej oszukiwać internautów. Aaron zaczął nagrywać nowe covery, a jego brat dalej nagrywał filmiki, na których udawał, że to on śpiewa. A wszystko toczyło się tak do momentu, aż… zainteresowała się nimi wielka agencja z Nowego Jorku! Jak miliony internautów, agencja również nabrała się na te filmiki, jednak mimo wszystko postanowili podpisać z braćmi umowę, która miała rozpocząć ich wielką współpracę. Wszystko zapowiadało się cudownie, było tylko jedno znaczące „ale”, mieli nadal udawać, że to Leo jest autorem i wykonawcą nagranych utworów i to on miał robić światową karierę.

Czy chłopakom uda się odnieść sukces światowy i spełnią swoje marzenia?
Jak długo jednak uda im się wszystko utrzymywać w tajemnic, okłamywać i oszukiwać publiczność/fanów? I jakie mogą być tego ewentualne konsekwencje?
A w końcu, czy uda się im dokonać tego, co było głównym powodem, dla którego zamieścili filmiki w Internecie?

Na początku myślałam, to książka dla nastolatek (a ja już przecież prawie przestałam być nastolatką), więc pewnie się w niej nie odnajdę… Zaczęłam czytać pierwsze rozdziały i z każdym kolejnym książka wciągała mnie  coraz bardziej. Miałam takie wrażenie, że czytam scenariusz serialu (w stylu np. Big Time Rush )– każdy kolejny rozdział to następny odcinek. Komentowałam wszystkich bohaterów, ich zachowania, nieraz czytałam książkę w ogromnym napięciu („to nie może tak się skończyć, on tego nie zrobi…” myślałam sobie), innym razem umierałam ze śmiechu, a czasem pojawiały się łzy – reasumując, książka dostarczyła mi wielu emocji, głównie tych pozytywnych, które ciągle krzyczą w mojej głowie, że muszę przeczytać 2. część od razu, gdy zostanie wydana.

Książkę tę polecam przede wszystkim osobom młodym, wszystkim, którzy kochają muzykę, uwielbiają jeździć na koncerty; mają wiele pasji, marzeń, które za wszelką cenę pragną zrealizować, nie boją się wyzwań, podejmują wszelkie możliwe kroki, by osiągnąć sukces, a nawet są gotowi zaryzykować wszystko… by osiągnąć wszystko!
Jeśli się zgadza, to ta książka jest dla Ciebie idealna i musisz ją przeczytać!

Muszę się przyznać, że pisanie recenzji jeszcze nigdy nie sprawiło mi tyle przyjemności, co teraz! Piszą dla Was tę recenzję, przypominają mi się absolutnie wszystkie wątki z książki. Czytając ją, bardzo mnie wciągnęła i zachwyciła. Byłam nią wręcz podekscytowana – zresztą  nadal jestem! Już dzisiaj wiem, że cokolwiek by się działo muszę przeczytać drugą część od razu, gdy tylko się ukaże!


SIA

piątek, 4 lipca 2014

Muzyczne nowości, czyli różne-różności #1


Witajcie,

Kiedyś na moim blogu dość często mogliście przeczytać o nowych polskich utworach, ostatnio niestety zupełnie nie miałam na to weny. Co mnie zainspirowało by zrobić właśnie taki post? Zainspirowała mnie do tego książka, którą właśnie czytam. Nie zdradzę na razie tytułu - być może, że uda mi się zamieścić jej recenzję na moim blogu i mam nadzieję, że zachęcę do przeczytania tej książki wiele osób. Książka jest trochę o muzyce, choć nie jest to biografia żadnego zespołu, jest to typowo młodzieżowa pozycja, trochę o marzeniach, ich realizacji, i - przede wszystkim - ze wspaniałymi głównymi bohaterami :)

Drugim powodem, który przekonał mnie do tego, żeby napisać post właśnie o tym, było to, że ostatnio jestem strasznie "do tyłu" z nowościami muzycznymi. Nie chodzi o to, że nie wiem, co leci w radiu - w tym się trochę orientuję i nie często robi to na mnie wrażenie- ale chodzi o to, że rzadko ostatnio odnajduję w Internecie prawdziwe "perełki"* . Postanowiłam to zmienić, poszperać trochę na różnych stronach i podzielić się z Wami moimi znaleziskami - być może czymś Was zarażę i coś spodoba Wam się równie bardzo jak i mnie :)
______________
* Mianem "perełki" określam utwory (lub wykonawców) które są nieco mniej znane, rzadziej puszczane w radiu, a moim zdaniem bardziej zasługują na popularność, niż co niektóry bardzo popularni wokaliści.

(kolejność zupełnie przypadkowa)


wtorek, 1 lipca 2014

Co Czytam w Wakacje #2 - CCwW - Ewa Bauer "Kurhanek Maryli"

„Kurhanek Maryli” to historia ukazująca, między innymi, trudne życie małżeńskie. Główna bohaterka, Marta, pierwotnie często zastraszona i krytykowana przez męża, jest nie do końca pewna siebie, próbuje, zawalczyć o siebie i żyć tak, jak tego naprawdę chce, czyli w szczęśliwej i kochającej rodzinie – bez stresu, kłótni i gróźb.

Marta po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa postanawia wziąć los w swoje ręce i ułożyć swoje życie „od nowa” – tak jak sama tego chce.

źródło zdjęcia: Internet

Na początku książki poznajemy szczęśliwe dzieciństwo Marty, która żyła pełną beztroską, bawiła się i czerpała radość z każdej chwili. Jedno wydarzenie już na zawsze odmieniło jej życie. Marta straciła oboje rodziców w wypadku samochodowym…
W wieku kilkunastu lat postanowiła opuścić dom babci - rodzinną wieś, w której się wychowała -
i zacząć żyć na własny rachunek.

W mieście zaczynała jako prostytutka. Nie chciała tego robić, ale nie miała innego wyjścia, została do tego zmuszona. Właśnie pracując w domu publicznym, poznała swojego pierwszego męża.

Marta miała nadzieje, że z Piotrem, swoim pierwszym mężem, w końcu będzie szczęśliwa – tak zresztą na początku się czuła. Jej nadzieje jednak – jak się później okazuje – nie do końca się spełniły. Wydawać by się mogło, że jej mąż był chodzącym ideałem, wymarzonym mężczyzną dla niej – miał dobrze płatną pracę (był szanowanym lekarzem), kochała go, jednak nie czuła się do końca spełniona. Jej mąż chciał, by pierwsze urodziła dziecko, dopiero później zajęła się realizacją swoich planów, tj. skończeniem szkoły, pójściem na studia i znalezieniem pracy. Po długich namowach udało jej się namówić męża, by pozwolił jej realizować się. Tylko jakim kosztem?
Sprawiał wrażenie, że żona jest „tylko dla niego” i wszystko może robić wyłącznie za jego zgodą. Rzeczy, które wykonywała potajemnie, bez jego wiedzy zazwyczaj kończyły się ostrymi awanturami; Piotr nie tolerował tego i miał jej za złe, że cokolwiek przed nim ukrywa. Był kochającym mężem, choć zbyt często, w trudniejszych sytuacjach, nie potrafił zapanować nad swoimi emocjami i często reagował bardzo gwałtownie i agresywnie.
Piotr często wypominał Marcie jej przeszłość:  że pochodzi ze wsi, pracowała jako prostytutka, jest słabo wykształcona, itd. Ona jednak starała się go we wszystkim usprawiedliwiać. Często sama siebie winiła za niedojrzałość i brak doświadczenia w byciu żoną, choć jego uwagi bardzo ją raniły.
Mąż Marty prowadził również bardzo towarzyskie życie i niejednokrotnie zdradzał Martę z inną kobietą, jednak nie chciał, by żona od niego odeszła, chciał właśnie z nią stworzyć prawdziwą, pełną rodzinę. Marta wiedziała, o jego zdradach, mimo wszystko starała się je ignorować, dla dobra rodziny, choć czasami było jej bardzo ciężko.

Choć Marta uciekła ze wsi, o babci nigdy nie zapomniała. Chciała nadal utrzymywać z nią kontakty, lecz po ślubie nie pozwalał jej na to mąż. Gdy dowiedziała się, że jej babcia jest chora i długo może już nie pożyć, chciała jak najszybciej ją odwiedzić i móc być z nią w tych trudnych momentach.
Mąż Marty początkowo nie zgadzał się na spotkania jej żony z babcią, w końcu jednak uległ i pozwolił jej na to, lecz pod warunkiem, że nie będzie zabierała do wsi ze sobą ich córki.
Przez okres, w którym Marta opiekowała się babcią, sytuacja w ich rodzinie stawała się coraz bardziej napięta. Małżonkowie coraz częściej się kłócili; Piotr uważa, że żona, poświęcając zbyt wiele uwagi schorowanej babci, zaniedbując w ten sposób rodzinę.

Pomimo tego, że swojej rodzinnej wsi Marta nigdy nie lubiła – to właśnie, by „uwolnić się od niej” uciekła do miasta – powrót do domu babci rozbudził w niej dawne – również te dobre –wspomnienia.

Jak potoczą się losy Marty? Czy uda jej się dojść do porozumienia z mężem i teściami? Czy odnowi utracony kontakt z babcią? Czy w końcu będzie szczęśliwa?





Książka ta może niesamowicie wciągnąć. Niejednokrotnie zdarzało mi się tak wczytać, że potrafiłam się całkowicie odłączyć od realnego świata, nie reagując na otoczenie, w zupełności  przenieść się do świata bohaterki.
 Czytając tę książkę możemy dowiedzieć się nieco o dawnym życiu na wsi. Autorka pisze, między innymi, o tradycjach obowiązujących we wsi, a żeby podkreślić autentyczność „wiejskich klimatów”, wypowiedzi bohaterów wiejskich, pisze językiem, charakterystycznym dla wsi, w której mieszkają. Dziś gwary językowe już zanikają, choć w nielicznych wsiach jeszcze można usłyszeć odmienne, wyjątkowe słownictwo.
Autorka porusza również problem kłótni i niezgodności małżeńskich. Przedstawia nam kobietę, która z tym problemem musi sobie radzić i walczyć o godne życie. Często trudności musiała pokonywać sama. Po wielu rozczarowaniach i zawodach, przestała być łatwo wierna i ufna wobec ludzi. Potrzebowała wiele czasu, by się przed kimś i zwierzyć ze swoich problemów.

Polecam tę książkę szczególnie wszystkim żonom, matkom, ale i kobietom, które dopiero zamierzają założyć rodzinę. Być może zmotywuje Was do tego, by zawsze o siebie dbać i nie dać się trudnościom, które tak naprawdę mogą spotkać każdego.

SIA

PS. Piszcie, co czytacie w wakacje, co polecacie :)