Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

niedziela, 11 września 2016

Został poczęty na skutek przemocy i zmarł na skutek przemocy (Anna McPartlin – „Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu”)


Są rzeczy, o których z reguły się nie mówi, bo… co pomyślą sobie inny, uznają nas za dziwaków, wyśmieją. A czasami w człowieku po prostu pojawia się strach, który spowodowany jest stereotypami – niektóre zachowania od wieków nie są akceptowane i uchodzą za nieodpowiednie. A osoby, które są „inne” zostają pozostawiane ze swoim problemem same sobie. Główna bohaterka powieści „Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” autorstwa Anny McPartlin po 20 latach postanawia jednak opowiedzieć historię swojego syna i zmienić myślenie oraz wrogie nastawienie wielu ludzi.

Maisie, mając nieco ponad 18 lat, przeżyła pierwszą traumę, która na długo pozostawiła strach w jej świadomości. Kobieta została zgwałcona przez własnego chłopaka, tego samego, z którym później wzięła ślub, miała dwójkę dzieci, i który bezwątpienia był chory psychicznie. Wiele wycierpiała, będąc z nim w związku, ale także dzięki temu doświadczeniu wiele się nauczyła, stała się wewnętrznie silniejsza. Jednak taka informacja załamała by chyba każdego… Maisia straciła syna. Jeremy umarł 20 lat temu, a teraz jego matka postanowiła przerwać milczenie i, od początku do końca, o powiedzieć całą prawdę.  

„Muszę tego pragnąć wystarczająco mocno. Muszę w to wierzyć. Muszę robić, co tylko się da: wtedy stanę się, jak reszta chłopaków. To po prostu wymaga czasu i cierpliwości. Mogę się zmienić. Jeszcze nie jest za późno.”

Anna McPartlin zasłynęła dzięki powieści „Ostatnie dni Królika”, która okazała się niesamowicie wstrząsająca i wzruszająca. Spodziewałam się, że tym razem będzie podobnie, a opis pozwalał mi wierzyć, że tak będzie… „Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” od początku dostarcza czytelnikowi wielu emocji, jednak początek „trzyma w napięciu”, a dopiero pod sam koniec czytelnik może pozwolić „ponieść się emocjom”, poznając bolesną prawdę.

Początek powieści miejscami przypomina thriller – wyzywana, bita kobieta, dzieci, które są świadkami przemocy domowej, a później jeszcze to tajemnicze zniknięcie Jeremy’ego. Cała książka owiana jest tajemnicą, wiele w niej niewyjaśnionych zagadek – co z kolei niektórym przypomina kryminał – ostatecznie jednak jest to dramatyczna historia, na której wyjaśnienie autorka każe czekać czytelnikowi niemal do ostatniej strony.

„No, dawaj, stary, obaj dobrze wiemy, jak ciężko jest czasem oddychać, ale mimo to jakoś próbujemy. Cały czas próbujemy.”

Będąc w połowie książki, pomyślałam sobie: „Informacja zawarta w opisie z tyłu książki, o tym, że syn Maisie umarł, jest największym spoilerem jaki mógł się pojawić w streszczeniu”. Jednak śmierć Jeremy’ego wcale nie jest taka oczywista – czytelnik przez całą powieść ma złudną nadzieję, że to niemożliwe i chce ja jak najszybciej dotrzeć do końca, by poznać całą prawdęCo się stało z Jeremim? Anna McPartlin, wspominając w opisie śmierć chłopaka, jednocześnie próbuje ukryć coś zupełnie innego… Jaką tajemnicę skrywał głęboko w sercu Jeremy?

Mówiąc szczerze, na początku książka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. Od pierwszych stron spodziewałam się wzruszającej historii, a tymczasem – początek niemal nie przerażał. Dopiero pod sam koniec dotarło do mnie, o jak trudnym i ważnym temacie postanowiła napisać Anna McPartlin. „Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu” to bardzo wartościowa powieść, która pozwala zmienić stereotypowe myślenie, dlatego, moim zdaniem, powinien przeczytać ją absolutnie każdy.

„A tym, którzy ukrywają swoją prawdziwą tożsamość, chciałabym przekazać tylko jedno: macie prawo do miłości. Musicie tylko być sobą i tę miłość odnaleźć”.


SIA


5 komentarzy:

  1. Mną książka wstrząsnęła. Muszę przeczytać poprzednią książkę autorki, gdyż wszyscy się nią zachwycają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka przyprawiła mnie zarówno o łzy jak i o dreszcze. Nie miałam okazji przeczytac jeszcze "Ostatnich dni królika" ale koniecznie musze to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Do tej pory czytałam bardzo pozytywne recenzje. Muszę sama się przekonać, czy książka mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń