Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

środa, 17 sierpnia 2016

„Błogosławieni są ci, którzy potrafią mieć współczujące serce.”


Jako cichy głos tych „najsłabszych”, tych, którym często ciężko odnaleźć się w życiu, znaleźć jakiś sens, podnieść się z upadku lub po prostu „wyjść na prostą”, nie mogę przejść obojętnie wobec niektórych słów papieża Franciszka wygłoszonych na krakowskich Błoniach, dnia 28 lipca. Może coś źle zrozumiałam, albo część słów „wyrwałam z kontekstu” (bo nie słyszałam wszystkich wypowiedzi Ojca Świętego wypowiedzianych podczas ŚDM), ale stwierdziłam, że muszę poruszyć ten temat, ponieważ wiem, że jest wiele osób, które interpretują słowa Franciszka tak samo jak ja. Nawet tych „emerytów” nie powinno się skreślać, ponieważ każdy zasługuje na zrozumienie i wsparcie…

Muszę przyznać, że homilia papieża Franciszka na krakowskich Błoniach była naprawdę bardzo mądra. Papież na początku opowiadał, jak wzruszają go młodzi pełni pasji, marzeń, którzy „coś” w życiu robią. Pytał młodych, czy można coś w życiu zmienić, czy można mieć wpływ na przebieg naszego życia wydarzeń… I oczywiście, że można!

„Znając żarliwość z jaką podejmujecie misję, śmiem powiedzieć: miłosierdzie ma zawsze młode oblicze. Serce miłosierne ma bowiem odwagę, by porzucić wygodę; serce miłosierne potrafi wychodzić na spotkanie innych, potrafi objąć wszystkich.” – powiedział Franciszek w swojej homilii. 

Dalej Franciszek mówił o tym, jak napełnia go bólem, gdy spotyka ludzi młodych, którzy zdają się być przedwczesnymi „emerytami””. Przyznam się, że bardzo chciałam skrytykować ten fragment, ale potraktuję go trochę bardziej ulgowo. Otóż, o co mi chodzi – słuchając tych słów Franciszka, miałam wrażenie, że on tych „przedwczesnych emerytów” nie bardzo rozumie, od razu ich skreśla i – co najgorsze – nawet nie próbuje sobie wyobrazić dlaczego ów „nieszczęśliwi” ludzie robią to, co robią.

Piszę to dlatego, ponieważ kiedyś pewnie wielu ludzi będzie odwoływało się do tych słów papieża – chciałabym prosić tylko o trochę wczucia, spróbowania zrozumienia, a nie pochopnego oceniania, że człowiek smutny, ze spuszczoną głową jest zły, bo w życiu mu się coś spieprzyło i nie ma siły prosić – jak „idealni młodzi katolicy” – Pana Boga o kolejną szanse. Franciszek, co prawda modlił się, żebyśmy zawsze umieli takim ludziom pomagać, ale… czy on swoimi słowami im pomaga? Nie sądzę. Ile jest młodych, którzy nie pojechali na ŚDM, nie dla tego, że nie chcieli, tylko może nie mogli, lub nie mieli pieniędzy, lub nikt zwyczajnie nie powiedział im: choć ze mną, jesteś tam potrzebny…

„Martwi mnie, gdy widzę ludzi młodych, którzy „rzucili ręcznik” przed rozpoczęciem walki. Którzy się „poddali”, nie rozpocząwszy nawet gry. Którzy idą ze smutną twarzą, jak gdyby ich życie nie miało żadnej wartości. Są to ludzie młodzi zasadniczo znudzeni… i nudni. Nudni, którzy zanudzają innych. To mi sprawia ból. To trudne, a zarazem jest dla nas wyzwaniem, kiedy ludzie młodzi porzucają swoje życie w poszukiwaniu „oszołomienia” czy też owego wrażenia, że żyją, wchodząc na mroczne drogi, które w końcu zmuszają do zapłaty… i to do zapłacenia wysokiej ceny.(...) Młodzi, którzy wchodzą w fałszywe iluzje, oszołomienie i kończą na niczym.” – mówił papież.

Jesteśmy nudni! – sama osobiście czuję się urażona tymi słowami i, co gorsza, nie znajduję w nich zrozumienia tylko lekkie potępienie… Dobrze, miałam nie krytykować. Chciałam tylko prosić o wczucie w sytuację drugiej osoby, a nie od razu „jechanie po niej z góry na dół, mówiąc jaka jest beznadziejna” – dosłownie.
Drogi przyjacielu wierzący-uśmiechnięty, jeśli chcesz mówić o Miłosierdziu, pierwsze okaż je właśnie temu człowiekowi, który, właśnie, może zaraz, jak to powiedział Franciszek, „będzie zmuszony do zapłacenia wysokiej ceny” – swoim życiem.

Może chcecie powiedzieć, że jednak źle zrozumiałam, że jednak przedwcześni „emeryci” to TYLKO ci, którzy nie chcą mieć z wiarą nic wspólnego? Może. W takim razie, jeśli tak jest, zadajcie sobie pytanie, dlaczego ktoś świadomy wybiera wygodę? Może nie miał okazji doświadczyć Miłosierdzia Bożego? A jeśli tak, to kto za to jest odpowiedzialny? Czyż nie, ci, którzy radośni, wszystko rozumieją?

Przedwczesny emeryta nie zawsze rzuca swój ręcznik bez powodu, czasami przygnieciony problemami, zwyczajnie nie potrafi już walczyć – i nie ma ani jednej osoby, która chociażby potrafiła go zrozumieć. Zaczyna palić, pić, uzależnia się, jest przez społeczeństwo wyrzucony poza margines… Po prostu jest skreślany-nierozumiany.

Być może jakiś procent młodych, stan „przedwczesnego emeryta” wybiera dobrowolnie, dla wygody, ale nie każdy. I właśnie w imieniu tych ludzi pisze. A znam takich niestety dość wielu, którzy siedzą na kanapie i tylko czekają, aż w końcu ktoś ich zauważy. Którzy z podciętymi skrzydłami, chcą znowu latać, mieć marzenia, które niegdyś utracili… ze zwyczajnej ludzkiej słabości. Bóg jest siła – „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” – ale najpierw trzeba tego doświadczyć, by móc to zrozumieć.

Dlatego, po raz kolejny z głową do ziemi jak do ścięcia, jak karawaniarski koń, proszę o zrozumienie, o wczucie, a nie krytykowanie. Mam nadzieję, że ten z deka chaotyczny tekst zostanie właściwie odebrany i wielu zmusi do refleksji.

Pozdrawiam,
SIA

„Zaangażuj nas wszystkich w przygodę miłosierdzia! Zaangażuj nas w przygodę budowania mostów i burzenia murów (płotów i zasieków); zaangażuj nas w przygodę spieszenia z pomocą ubogiemu, temu, kto czuje się samotny i opuszczony, kto już nie odnajduje sensu swego życia.

Zaangażuj nas, byśmy prowadzili do Ciebie tych, którzy Cię nie znają, byśmy mogli powiedzieć im z wielkim szacunkiem w Twoje imię, dlaczego wierzymy. Naucz nas, jak Marię z Betanii, słuchania tych, których nie rozumiemy, tych którzy pochodzą z innych kultur, innych narodów, a także tych, których się boimy, sądząc, że mogą nam wyrządzić zło. Spraw, abyśmy skierowali nasze spojrzenie, jak Maryja z Nazaretu podczas nawiedzenia Elżbiety, ku naszym seniorom, naszym dziadkom, aby nauczyć się ich mądrości.”

Edit: Po kilku tygodniach od napisania tego tekstu, od zakończenia ŚDM, czytając to, co napisałam raz jeszcze, jestem pewna, że tekst ten brzmi jakbym była największą przeciwniczką papieża Franciszka, co wcale nie jest prawdą. Wielokrotnie słowa Ojca Świętego okazywałaby się moim zdaniem bardzo celne i z wieloma się zgadzam, myślę tak samo. Jednak tym razem chodzi mi tylko o jedno – mówiąc bezpośrednio – o obronę tych „emerytów”, których, w większości, słowa Franciszka tylko jeszcze bardziej przygnębiły.

Większości wyda się to śmieszne, ale chciałabym zawsze stawać po stronie tych osób, które gdzieś się zagubiły lub które nieświadomie wybierają zło. Bo właśnie takie osoby rozumiem najbardziej, a nawet więcej, sama kiedyś taka byłam. Dlatego dzisiaj, gdy mam wybierać – nadal jest mi bliżej do osób rozgoryczonych, niezadowolonych z życia, które stale poszukują. Chyba nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym być ja Ci „roztańczeni katolicy”, którzy w większości w takiej wierze po prostu się wychowali. Raczej bardziej pasują do mnie słowa św. Pawła z 1. Listu do Koryntian „Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych”. I w ogóle, ze św. Pawłem chyba wiele mnie łączy;)

Dobra, ale koniec moich tłumaczeń – myślę, że wszystko wytłumaczyłam, tekst przeczytałam 100 razy – nic mnie nie powstrzyma przed jego publikacją.



„Bóg jest jednak nieustępliwy w nadziei: zawsze wierzy, że możemy się podnieść i nie poddaje się, widząc nas przygaszonych i bez radości. Robi się smutno, kiedy patrzymy na młodego człowieka w którym nie ma radości. Jesteśmy bowiem zawsze Jego umiłowanymi dziećmi.”

1 komentarz:

  1. Ja też się nie czuję nudna!
    I nie nudzę się :) Jestem szczęśliwa!
    Też dlatego że Jezus jest moim Bogiem i codziennie mogę doświadczać jego nauk czytając Biblię. Nie muszę jeździć żeby ktoś mnie oceniał czy jestem nudna , czy jestem emerytem - to Bóg niech mnie ocenia, on o mnie wie wszystko. A Duch Święty jest moim przyjacielem - przecież to on został zesłany na ziemię w miejsce Jezusa - to Jezus wysłał nam pocieszyciela :) i przyjaciela.
    Po co mam czytać pisma i encykliki napisane przez przepieprza jak mam kwintesencję wszystkiego co ważne w Biblii.
    Więc nie przejmuję się tym co Franciszek mówi.

    OdpowiedzUsuń