Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

niedziela, 19 czerwca 2016

Mam na imię Freedom


Kochająca matka dla swoich dzieci jest w stanie zrobić bardzo wiele. A co może zrobić kobieta, która prawie dwadzieścia lat temu straciła swoje dzieci? Może żałować i chcieć chociaż je poznać, próbować naprawić stracone lata, a nawet zmienić się… Ale czy taka zmiana jest możliwa w przypadku byłej alkoholiczki i zabójczyni własnego męża? O tym można się przekonać czytając kryminał/thriller „Mam na imię Freedom” autorstwa Jax Miller.

Freedom jest nieprzewidywalna jak nieprzewidywalna jest cała książka. Dla pozoru potrafi być miła i nie pić alkoholu pół dnia, ale czy można jej ufać? Czy można ufać komuś, kto przez około 20 lat kłamał i oszukiwał sam siebie? Freedom zabiła swojego męża, a zamiast niej do więzienia trafił jej szwagier. Przez aresztowanie straciła także swoje dzieci, które zostały adoptowane przez rodzinę „głęboko wierzących” Adwentystów Dnia Trzeciego. Przez te wszystkie lata żałowała, że tak się stało; pisała listy do swoich dzieci, których jednak nigdy nie wysłała, „śledziła” ich życie przez internet, na portalach społecznościowtych. Dopiero zaginięcie jej córki, Rebekah, budzi ją z zaślepienia – koniecznie musi ją odnaleźć. 

„Freedom ma o wiele bogatszą historię, niż sądził. Jest zrozpaczoną matką. Kobietą, która nie cofnie się przed niczym, żeby odnaleźć dzieci, których nigdy nie znała, kobietą, która poświęciła wszystko, naraziła się na większe cierpienia, niż potrafi sobie wyobrazić.”

Już od dłuższego czasu chciałam przeczytać tę książkę, jednak ciągle brakowało mi na nią czasu. Kiedyś nawet byłam gotowa czytać ją w formie e-booka (bo w bibliotece nie było wersji papierowej). Chciałam przeczytać ją jak najszybciej, ale całe szczęście, zanim sięgnęłam po e-booka, udało mi się zdobyć własny egzemplarz tej książki. Okładka mnie trochę odpychała, ale przez rekomendację Karin Slaughter nie mogłam nie sięgnąć po ten thriller.

Gdy czytałam powieść Jax Miller, szczególnie podobało mi się to, że w tym thrillerze cały czas coś się dzieje. Jest dużo wątków, wielu bohaterów i akcja cały czas efektywnie posuwa się do przodu. A wspominam o tym z wielką satysfakcją, bo rzadko udaje mi się trafić na tak dobrą powieść. Ciężko jest trafić na mrożący krew w żyłach i trzymający w napięciu thriller – a ten właśnie taki jest.

Zanim jeszcze ostatecznie sięgnęłam po tę książkę, czytałam o niej jedną recenzję – negatywną. Trochę przestraszyłam się, że może jednak książka nie jest taka dobra jak się spodziewam. Dobrze, że jednak postanowiłam przekonać się sama, bo ostatnie – mnie bardzo się podobała. Tak bardzo, że chętnie umieściłabym ją na górnej półce mojej biblioteczki – zaraz obok „Moich ślicznych” Karin Slaugher – jednak przeraziła mnie mnogość przekleństw użytych przez główną bohaterkę. Może przesadzam, dawniej nie zwróciłabym na to uwagi, ale w tym przypadku to wulgarne słownictwo wyjątkowo mnie raziło. Chociaż zakończenie wynagrodziło mi wszystko. Zbyt piękne jak na tak „okrutny” thriller – a jednak warto było czytać tę książkę.

„Wyobraźcie sobie, że wpadacie pod lód i nie potraficie odnaleźć drogi powrotnej. Chwyta was za gardło takie przerażenie, że żaden wewnętrzny głos nie powie wam, że woda jest lodowata. Wiecie, że powinniście wstrzymać oddech, ale nie pozwala wam na to rozszalałe serce. Wymachujecie rękami, rozpaczliwie próbując przebić gruby brzuch lodu. Tylko że straciliście już lód z oczu, nie wiecie, gdzie jest. Gdzieś jest góra, gdzieś jest dół, ale nie macie pojęcia gdzie. Usiłujecie złapać trochę powietrza, ale nie ma czego łapać. Toniecie. Panika. Panika w najczystszej postaci. A te ataki [paniki]? Wyglądają dokładnie tak samo.”

Książkę jak najbardziej – polecam. Szczególnie fanom thrillerów i kryminałów. Nie powiem, że ta powieść jest jakoś szczególnie wyjątkowa, bo rzadko czytam książki z tego gatunku, ale w moim przypadku jest jedną z lepszych jakie [z tego gatunku] do tej pory czytałam.

Znacie autorkę? Czytaliście „Mam na imię Freedom”?

Pozdrawiam,
Sia 

5 komentarzy:

  1. Muszę to przeczytać! ostatnio małymi kroczkami wchodzę do tematyki kryminałów o oraz thrillerów, więc ta lektura może okazać się ciekawa
    Pozdrawiam, pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię, gdy akcja tak posuwa się do przodu. Książka mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię thrillery i kryminały. Historia tej kobiety to faktycznie bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam, akurat kryminały to nie moja działka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie czytałam, ale dałaś mi do myślenia i zdecydowanie podbiłaś pozycję książki wyżej na liście 'do przeczytania'. :)

    OdpowiedzUsuń