Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

poniedziałek, 1 lutego 2016

"Kim była ta osoba...?" (Pino Farinotti - "I odszedł od niej anioł")


Co byś zrobiła, gdybyś dowiedziała się, że Twoje jedyne dziecko cierpi z powodu poważnej choroby, lada moment może umrzeć, a Ty nie możesz z tym nic zrobić? Ciężko jest to sobie wyobrazić, ale właśnie z tym problemem postanowił zmierzyć się włoski pisarz Pino Farinotti i swoje przemyślenia zapisał w powieści pt. „I odszedł od niej anioł”.

„Pamiętam także ten moment, kiedy mi się wydawało, że wszystko jest na dobrej drodze. Jakby bliska zażyłość rodziła się automatycznie, w każdym stosownym momencie.”

Massimo, siedmioletni synek Eleny jest dobrym chłopcem. Chętnie pomaga swoim kolegom, nie sprawa kłopotów rodzicom, chętnie się uczy. Takie dziecko to prawdziwy skarb, dlatego, gdy Elena dowiaduje się, że jej syn jest ciężko chory, nie potrafi poradzić sobie z tą sytuacją. Pierwsza faza jest oczywista – szok, niedowierzanie, pytanie, jak to możliwe, że to właśnie jej syn jest chory i nadzieja, że on na pewno niedługo wyzdrowieje… Dopiero po pewnym czasie uświadamia sobie, jak bardzo ciężki będzie to dla niej okres. By pomóc Elenie w tej trudnej sytuacji, w jej życiu pojawia się Maria. Poznają się w instytucie. Maria sama straciła syna, więc wie jak bardzo Elena potrzebuje teraz wsparcia. Tylko… kim tak naprawdę ona jest? Pojawia się tak nagle i jest tak bezinteresownie dobra…

W takiej sytuacji, w jakiej znalazła się Elena, często szukamy Boga. Zadajemy sobie pytanie, dlaczego dopuszcza On takie cierpienie na takie małe, niczemu winne, dzieci. Elena była osobą wierzącą, więc też zadawała sobie to pytanie, i na różne sposoby, szukała na nie odpowiedzi. Z pomocą przychodzi jej Maria, która jest doskonałym odzwierciedleniem osoby, jaką chciałaby być każda osoba wierząca. To bardzo tajemnicza bohaterka, która pomaga zrozumieć Elenie, a także wszystkim czytelnikom, sens cierpienia tego małego chłopca. Można by nazwać ją nawet aniołem, który zjawia się w chwili, w której najbardziej go potrzebujemy. Tylko, kim tak naprawdę jest ta kobieta?

„Kim była ta osoba, której potrzebę bliskości coraz bardziej odczuwałam?”

Pino Farinotti w sposób bardzo ciekawy, wręcz niezwykły, porusza temat wiary. A może nawet on go nie porusza – ten temat sam się wyłania, stopniowo, etapami poznając życie głównej bohaterki. Typowa książka religijna pewnie nie każdemu by się spodobała, dlatego autor stworzył tę niebanalną powieść, która w sposób dyskretny, ale oczywisty opowiada o wierze bohaterów książki. Dla mnie książka „I odszedł od niej anioł” okazała się powieścią wyjątkową, którą zdecydowanie warto znać.

Książka ta odsłania jeszcze jedną ważną kwestię, której nie mogę pominąć, mianowicie – cierpliwość. Leczenie choroby nowotworowej to długi, męczący, często monotonny proces. Ta rutyna wydaje się być najgorsza, bo przecież każdy zawsze chce, by wszystkie problemy skończyły się jak najszybciej. Tymczasem to nie zawsze jest możliwe. Postaje czekanie, a wraz z czekaniem – nadzieja. Nadzieja, która potrafi doprowadzić człowieka wierzącego do najgorszego stanu, gdy okazuje się, że była złudna.

„Myśli ludzkie, niepewne, szukające tlenu. Iluż ludzi pogrążonych w udręce, w rozpaczy podobnej do mojej, zadawało sobie w ciągu wieków to pytanie, snuło przypuszczenia, aby ulżyć sobie w bólu, by nie umrzeć przedwcześnie. I zostaje zatoczone koło, znowu się zamyka i nie dochodzisz do niczego. Wówczas mówisz sobie: poddaję się. Jednakże tak naprawdę nie poddajesz się, próbujesz znowu, zgodnie z ludzką naturą.”

Chciałabym o tej książce napisać coś więcej, ale ciężko jest mi znaleźć odpowiednie słowa. Po prostu dawno nie czytałam czegoś tak naprawdę dobrego: co poruszyło mnie do łez, przez co nie mogłam się oderwać od książki, co spawało, że zastanowiłam się, co ja zrobiłabym na miejscu Eleny. Dawno nie czytałam tak dobrej książki, i właśnie ten fakt mnie przeraża – że czytam tak mało, takich pięknych i wartościowych powieści, których po prostu nie można nie znać.

Zaczęłam od tej książki Pino Farinottiego, ale już mam w planach sięgnąć po jego wcześniejszą powieść „7 km od Jerozolimy”, która podobno jest równie dobra, a może nawet lepsza, i w dodatku została zekranizowana, więc chyba musi być ciekawa. Przeczytam – to się przekonam i na pewno Wam napiszę, co o niej myślę. A dzisiaj gorąco Was zachęcam byście sięgnęli po tę wartościową książkę – „I odszedł od niej anioł”. Może zmieni ona coś w Waszym życiu, tak jak u mnie. Nie wiem, jak wiele z tego, co postanowiłam uda mi się osiągnąć, ale jedno jest pewne – muszę więcej takich pięknych książek czytać. I kto wie, może kiedyś samej uda mi się taką napisać.

Co myślicie o fabule, koncepcji tej powieści? Skusicie się by ją przeczytać?

Pozdrawiam,
Sia


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jedność!

7 komentarzy:

  1. ja się popłakałam. Tego typu książki czytam najczęściej a mimo wszystko jeszcze nie stałam się odporna na losy tych rodzin, dzieci. Wręcz przeciwnie, z każdą książką staję się coraz bardziej empatyczna.

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, widzę, że książka wywołuje wiele emocji. Zapisuję sobie jej tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie mam co czytać i będę miała na długo, więc nie będę się brać za tą, ale może kiedyś.. ;)

    Mój blog - Klik. Zapraszam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech... emocje, emocje i jeszcze raz emocje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Z tego co widzę, jest to książka idealna dla mnie ^^ Muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka bardzo emocjonująca z tego co widzę, chętnie przeczytam w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje się być fajnie napisana :) Podoba mi się jej fabuła. Na razie do niej jednak nie sięgnę, bo mam wystarczająco smutków, ale kiedyś czemu nie :)) Gratuluję nowej współpracy :)
    PS I nawet aniołek się do czegoś przydał :D <3

    OdpowiedzUsuń