Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

piątek, 12 lutego 2016

"A teraz idę na Maksa!" Massimiliano Tresoldi - 10 lat w śpiączce i powrót


Stan wegetatywny (potocznie zwany śpiączką) od zawsze jest dla ludzi czymś ciężkim do zrozumienia. Sama ostatnio, po przeczytaniu książki „Zostań,jeśli kochasz” Galye Forman (w której właśnie główna bohaterka była w śpiączce), zaczęłam zastanawiać się, jak wygląda życie osoby, która jest nieprzytomna, nie ma z nią kontaktu. Czy ktoś taki wie, co wokół niego się dzieje? Żeby czegoś więcej dowiedzieć się o stanie wegetatywnym, postanowiłam przeczytać książkę „Teraz idę na Maksa!”, która jest zbiorem wspomnień Lucrezii Tresoldi, mamy Maksa, który przez 10 lat był w śpiączce i… wybudził się!

„Życie, jeśli się je przyjmie z miłością i wdzięcznością, pokazuje każdemu z nas, jakie jest nasze prawdziwe oblicze. I to właśnie stanowi istotę: brać je na poważnie i do końca”

Gdy rodzice Massimiliano dowiedzieli się o wypadku swojego syna, bardzo ciężko przyjęli tę informację. Na początku było niedowierzanie, strach, niepewność, jednak z czasem podjęli konkretną decyzję – będą walczyć o życie syna do samego końca. Okres, gdy Maks był w śpiączce był ciężki oraz bardzo intensywny dla całej rodziny i przyjaciół, jednak nikt nawet nie dopuszczał myśli, że Massimiliano już się nie wybudzi. Od samego początku był traktowany normalnie – jakby cały czas z nimi był, jakby wszystko słyszał i rozumiał (co później okazało się słusznym przypuszczeniem).

Szczególna rolę w rehabilitacji i powrocie do zdrowia syna miała jego mama. Lucrezia od samego początku wiedziała, że musi walczyć o syna, cały czas miała nadzieję na powrót jej dziecka do świata. Także cały czas była wsparciem dla przyjaciół i rodziny, nikomu nie pozwalała wątpić, że Maks jest z nimi obecny. Stąd też, osoby, które w tamtym czasie przychodziły odwiedzać Massimiliano jednomyślnie mówiły, że w tym domu nie panuje atmosfera smutna jak powinno się przypuszczać, przeciwnie – w domu państw Tresoldi było zawsze tłoczno, gwarno i wesoło.

Książka „A teraz idę na Maksa” podzielona jest na dwie części. Pierwsza, pod redakcją Pino Ciociola, opowiada dzieje, czas śpiączki Maksa. Część ta napisana jest przez samą jego mamę. Lucrezia opowiada całą historię od czasu wypadku aż do momentu przebudzenia. W opowieści tej dominują najważniejsze momenty, bez zbędnego przytaczania informacji mało istotnych, które miały niewielkie znaczenie. Część druga – redakcja Lucia Bellaspiga – przedstawia świadectwa różnych osób, które znały Maksa. Wśród nich są wypowiedzi zarówno bliskiej rodziny, przyjaciół, ale także osób, które o Maksie dowiedzieli się chociażby na różnych spotkaniach, w szkole, a jego historia bardzo ich poruszyła i nauczyła bardzie szanować życie każdego człowieka.

„Idealny przyjaciel to ten, kto kocha bez osobistej korzyści. To również ten, kto całym sobą jest gotowy przyjąć drugiego człowieka. To ten, kto pragnie ofiarować się innym w darze. ”

Kogo można nazwać prawdziwym przyjacielem? Bez wątpienia, przyjaciele Maksa byli wyjątkowi. Gdy chłopak zapadł w śpiączkę nie odwrócili się od niego, lecz nadal go wspierali, pomagali jego rodzinie. Historia przyjaźni tak wielu osób wydaje się wręcz niemożliwa. Rodzina Tresoldi w swoim domu gromadziła wielu młodych ludzi, którzy bezinteresownie przychodzili by pomóc, by być z Maksem. Może niektórzy mieli czasami wątpliwości, czy to ma sens, lekarze mówili, że on jest jak roślinka, jednak, jak się okazuje, to poświęcenie nie było daremne – Maks się wybudził, a obecna jego postawa jest dowodem na to, że wszystko jest możliwe.

„Masz rację, kiedy mówisz: „z życiem nie ma żartów”, ponieważ jest pełne niespodzianek, jakie w ciągu kilku chwil mogą wywrócić cały nasz świat radykalnie i nieodwracalnie.”

To jedna z krótszych, ale także ciekawszych, biografii jakie miałam okazje do tej pory czytać. A to między innymi dlatego, że nie ma w niej zbędnych informacji, co więcej – nie ma w niej nawet wielu dat, które sprawiają, że czytelnikowi się mieszają i mylą. W tej książce przytoczone są tylko najważniejsze, najistotniejsze momenty z okresu, gdy Maks był w stanie wegetatywnym i gdy się wybudził. Dlatego, muszę się przyznać, że gdy doszłam do rozdziału opisującego wybudzenie Massimiliana, lekko się zdziwiłam; pomyślałam sobie: „Ale jak to możliwe, przecież on dopiero niedawno miał wypadek, a na okładce jest napisane, że wybudził się po dziesięciu latach?”. Może tak jest dlatego, ponieważ jest to biografia, a nie dziennik czy pamiętnik. Po prostu nie ma tu zapisanego dzień pod dniu, rok po roku, tego, co działo się u rodziny Tresoldi – ale jest za to opisana heroiczna walka, wielka miłość, nieustająca wiara i nadzieja, że Maks cały czas jest z nimi i niedługo wybudzi się, potwierdzi, że cały czas był, wszystko pamięta.

„Maks dwoma palcami pokazuje telewizor, dając nam do zrozumienia, że zawsze wszystko słyszał.”

Na temat śpiączki (stanu wegetatywnego) ciągle wiemy niewiele. Ludzie wychodzą z tego stanu czasami po wielu latach, a czasu po roku, dwóch. Jednak nie wiadomo do końca, od czego to wszystko zależy. W Polsce od 2013 roku działa dziecięca klinika Budzi, założona przez Ewę Błaszczyk i Fundację „Akogo?”, w której wybudzonych zostało już kilkanaście dzieci. Osoby dorosłe niestety ciągle jeszcze budzone są w domach lub innych, niewyspecjalizowanych szpitalach, choć miejmy nadzieję, że już nie długo to się zmieni. Z informacji prasowych wynika, że klinka, która miałaby wybudzać osoby dorosłe jest już w planach.

„Kochaj życie tylko dlatego, by je przeżywać. Być człowiekiem to coś, co znajduje się w naszej duszy i nie zależy od tego, jak jesteśmy dobrzy w mówieniu czy pisaniu.”

Książka ta jest pięknym dowodem na to, jak bardzo cenne jest życie. Niezależnie od tego czy jesteśmy zdrowi czy niepełnosprawni powinniśmy doceniać każdą chwilę, ponieważ każdy dzień jest wielkim darem. Książkę tę polecam zdecydowanie wszystkim, ponieważ powinna ona każdego nauczyć doceniać to, co ma. Na mnie zrobiła wielkie wrażenie, tak, że na podsumowanie zacytuję tekst pewnej znanej piosenki, która bardzo mi tu pasuje: „Dziś wiem, życie cudem jest, co chcę, mogę z niego mieć”*. Dlatego, od teraz, zanim zaczniemy marudzić, zastanówmy się, czy naprawdę nasza sytuacja jest „najgorsza”.

Zapraszam do dyskusji.
Sia


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jedność!


___________________
*cytaty pochodzą z książki "A teraz idę na Maksa"
*cytat piosenki DeSu-Życie cudem jest

7 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że nie słyszałam o tej książce jeszcze, ale chętnie po nią sięgnę!
    Buziaki :*
    http://cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie książki na pewno skłaniają do refleksji. Trzeba doceniać życie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. prawdziwa historia i to jeszcze o śpiączce? Musze przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że warto po nią sięgnąć

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale post bardzo ciekawy i może się na nią skuszę.
    U mnie po długiej nieobecności nowy post, zapraszam do czytania i komentowania ;)
    http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Z pewnością nie mogłabym powstrzymać łez. Myślę jednak, że nie będę umiała się powstrzymać i po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka wydaje się być interesująca :) Bardzo żałuję, że temat osób w śpiączce jest tak rzadko poruszany :(
    Gratuluję kolejnej udanej współpracy :)

    OdpowiedzUsuń