Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

piątek, 25 lipca 2014

Na morzu, czyli historia z filmu "Wszystko stracone" i książki "Lord Jim"

 Ostatnio zaczęłam czytać „Lorda Jima”. Książka opowiada historię młodego chłopaka, który „pływał po morzu”, które – jak to może – nie zawsze dla niego było łaskawe (zresztą dla nikogo nie jest).

Pewnego dnia, podczas podróży Jima, na statku, którym podróżował, nastąpiła pewna awaria, która wywołała ogromne przerażenie wśród „dowódców” statku (a dokładnie świadkami tego wydarzenia byli mechanicy, kapitan i oczywiście Jim – oficer). Nie wiedzieli, jak mają się zachować; wiedzieli, że statek w ciągu zaledwie kilku minut pójdzie na dno, więc musieli podjąć natychmiastową decyzję (choć pewnie wszyscy toczyli wewnętrzną walkę, czy aby słusznie postępują).
Całą tę sytuację opowiada/obrazuje Jim, którym ona ogromnie wstrząsnęła. Sam gotowy był zginąć, nie bał się śmierci; najbardziej przerażał go fakt, że na pokładzie jest 800 osób, czasu jest mało i nie wiele już można zrobić. Zdawał sobie sprawę z własnej bezradności, z beznadziejnej sytuacji, w której nic nie mógł zrobić. Jego współtowarzysze pewnie też przejmowali się tą sprawą – albo przynajmniej o niej myśleli – jednak postanowili wybrać łatwiejsze rozwiązanie: zamiast robić zamieszanie i ratować ludzi - przede wszystkim uratować siebie.

Dla Jima ich zachowanie było przerażające, ale co miał zrobić? Sam nie uratowałby tych wszystkich ludzi, wiedział także, że łodzi było za mało, by uratować wszystkich – a poza tym – przerażał go widok tych setek ludzi, którzy w pośpiechu chcą się ratować, pomimo iż mogą nie zdążyć (bo jak przewidywali wszyscy do zatonięcia statku zostało zaledwie kilka minut)…

Jim’owi i jego trzem współtowarzyszom wyprawy udało się przeżyć, ale co z tymi ludźmi, co zostali na statku ?

Samo postępowanie kapitana i jego załogi wzbudza ogromne oburzenie – dowódca statku nigdy nie powinien tak się zachować, on powinien opuścić statek jako ostatni… A jednak bał się śmierci, wiedział, że sytuacja jest kryzysowa: albo zginą wszyscy, albo uratuje przynajmniej siebie i część swojej załogi… Jego obowiązkiem było ratować pierwsze innych, siebie na końcu, a jednak „nie dał rady”, zwyczajnie zabrakło mu odwagi…
Jim natomiast okazuje swoją ogromną wrażliwość, empatię i chęć niesienia pomocy. Zależy mu na drugim człowieku; nie myśli tylko o sobie, a właśnie drugą osobę stawia na pierwszym miejscu.


Zupełnie inna historia przedstawiona jest w filmie, choć akcja również rozgrywa się „na morzu”.

W filmie "Wszystko stracone" przedstawiony jest żeglarz, który płynie samotnie. Sam musi podejmować decyzje, zmagać się z trudnościami jakie zsyła na niego los…

Pewnego dnia jego łódź zahacza o jakąś blachę, robiąc w jego statku sporą dziurę, przez którą przedostaje się woda. Mężczyzna oczywiście był przygotowany na możliwość wystąpienia takiej awarii i szybko uporał się z tym problemem. Jednak ta niewielka dziura okazała się początkiem jego trudnej podróży…
Po naprawionej szkodzie kolejnym utrudnieniem w podczas podróży staje się burza. Żywioł niszczy jego statek stopniowo, z każdym dniem co raz bardziej. Po kilku dniach jego statek zniszczony jest doszczętnie. Na jego szczęście ma jeszcze „dmuchany domek-ponton”, więc cień nadziei zostaje. Jednak tej nadziei z każdym dniem jest coraz mniej, coraz trudniej jest mu radzić sobie z napotykanymi go przeszkodami; stopniowo traci wszystko, co potrzebne mu do przetrwania: radio nadajnik, wodę, jedzenie, statek, race (do wzywania pomocy), wokół jego pontonu pływają rekiny. Później nawet traci sam ponton, a bez niego przecież na pełnym morzu długo bez podpory się nie utrzyma i do brzegu też nie zdoła dopłynąć.
Mnie postawa tegoż żeglarza ogromnie poruszyła i podziwiam go. Sama na jego miejscu chyba już dawno bym się poddała, usiadłabym i płakała… On starał się być twardy i nieustannie walczył. Pomimo tego, że los zdecydowanie mu nie sprzyjał, gdy pojawiła się ostatnia szansa, cień nadziei, potrafił to wykorzystać.
                                                                                                                                        
Wiele osób uważa ten film za nudny. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak się dzieje, ponieważ mnie osobiście film poruszył bardzo i ogromnie mi się podobał. Może to, że w filmie nie ma dialogów jest nużące? To prawda, dialogów nie ma, ale za to jest ciągła akacja, ciągle coś się dzieje – zresztą „dzieje się” tak jak na morzu – nigdy nie ma spokoju.
Film ten przede wszystkim zmusza nas do refleksji - nie tylko do bezmyślnego obejrzenia, ale przede wszystkim do zastanowienia się nad tym, co my zrobilibyśmy w takiej sytuacji, jak byśmy się zachowali.


Zarówno film, jak i książka mają dramatyczną fabułę, ale – jak na dobre dzieła przystało – mają szczęśliwe zakończenie…
może jednak nie zdradzę jakie, ale powiem tyle, że oboje (główni bohaterowie) wygrali! Nie poddali się i można powiedzieć, że dostali drugie życie, drugą szansę.


Mnie szczególnie film bardzo poruszył. Bohater zmagał się z wieloma trudnościami i w momencie, gdy już praktycznie całkowicie stracił nadzieję – „odbił się od dna” ! Mimo jego szczęścia nie mogę zrozumieć „dlaczego” wcześniej musiał tak dużo przejść i… co on dzięki temu osiągną?
Zawsze jest mi trudno odpowiadać na to pytanie „dlaczego”, a ten film wcale mi tego nie ułatwił – przeciwnie – pojawiło się jeszcze więcej pytań…
Sama często zadaję sobie (Bogu) to pytanie i mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiem. I mam nadzieję, że zanim to zrozumiem nie stracę nadziei…


~SIA

12 komentarzy:

  1. Nie ogladalam tego fiilmu... Jeszcze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz filmy katastroficzne lub dramaty oraz nie przeszkadza Ci, jeśli w filmie nie ma dialogów - to polecam! Ten film jest naprawdę genialny :-)

      Usuń
  2. Jakoś motywy żeglarskie nigdy mnie nie pociągały. Może po za Piratami z Karaibów, ale to nie żeglarstwo, to Orlando i Johnny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Mnie też nie ;-) Lorda Jima czytam z przymusu, a na ten film trafiłam przypadkiem - i nie żałuję, że go obejrzałam, bo naprawdę warto było! :-)

      Usuń
  3. Muszę obejrzeć film, zaciekawiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę , że i film i książka mają ciekawą fabułę ;)

    http://monikaspassions.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za tego typu gatunkiem filmów, ale może dzięki Twojej opinii zrobię wyjątek. :)
    http://gruszka-aguszka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaciekawiło mnie to :) zapraszam do siebie.
    patyskaa.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
  7. Najpierw przeczytam książkę później objrzeć film, bo nie chce sie zniechęcić po filmie. A opowieść o żeglarzu ciekawa z tego co widze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten film nie jest zrobiony na podstawie książki ;-) To są zupełnie dwie różne historie- :-)
      Jeśli mam być szczera to zdecydowanie bardziej polecam film - książka trochę nie w moim guście :-)

      Usuń
  8. hej , świetny post i oczywiście blog , czy mogłabyś zajrzeć do mnie dopiero zaczynam . Gdyby było coś nie tak napisz mi w komentarzu na pewno to poprawię i zaobserwuję na stałe ;)
    http://j3lonek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń