Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku!

Kochani,
Dzisiaj mamy cudowny dzień Sylwestrowy! Jak spędzacie ten czas - jak żegnacie stary rok? ;)
Ja przyznam się, że na dzisiejszy dzień mam skromne plany - dawno nigdzie nie byłam, dzisiaj w końcu spędzę Sylwestra poza domem. Mam nadzieję, że "będzie się działo", a "sąsiedzi będą walili do drzwi" - ja jak zawsze muzycznie ;) Zaraz właśnie też muszę przygotować jakąś playlistę :D

Podsumowanie zrobię skromne. Z tego, co zauważyłam, w tamtym roku dodałam niemal tyle samo komentarzy, co w tym, ale za to statystyki mojego bloga wzrosły znacząco! Dlatego chciałabym bardzo podziękować wszystkim czytelnikom mojego bloga!
Bloga tego założyłam głównie dlatego, by pokazywać Wam moje zdjęcia, kolaże, wiersze, itp. Każdy Wasz komentarz, oceniający moje prace, jest dla mnie wielką motywacją! Niezależnie czy jest on krytyczny czy pozytywny - każdy jest dla mnie ważny (choć wolę te krytyczne, ponieważ one zawsze są bardziej szczere - a ja chcę znać absolutna i tylko prawdę).

Teraz czeka mnie trudny okres - matura i Wielki Konkurs, dlatego pewnie będę musiała zrezygnować na ten okres z tak bardzo intensywnego pisania bloga. Może uda mi się pisać dla Was w tym okresie - czyli do czerwca dokładnie - przynajmniej raz w miesiącu? Nie wiem, nie obiecuję tego, ale będę starała się jak najczęściej coś napisać. 
Mam nadzieję, że mimo mojej nieobecności nie opuścicie mnie - to dla mnie bardzo ważne ;)
I jak tylko unormuję "sprawy związane z moją przyszłością", mam w planach zająć się blogowaniem "na poważnie", tzn. chciałabym założyć jakiegoś "konkretnego" bloga: zmienić szatę graficzną, ułożenie bloga - prawie wszystko. Postaram się, by jakoś moich postów była większa - ale to w przyszłości :)





A dzisiaj chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia na nadchodzący Nowy Rok.
Życzę Wam,
byście żyli każdego dnia jak najlepiej,
każdy dzień, by był dla Was pełen szczęścia i uśmiechów,
byście zawsze otaczali się gronem wiernych i życzliwych przyjaciół,
zdrowie, by Was nie opuszczało i każdego dnia, byście byli gotowi do pracy.
Pełni optymizmu nieśmy zawsze pomoc i miłość dla drugiego człowieka,
nie oceniajmy ludzi po wyglądzie, plotkach, pierwszym wrażeniu...
nikt z nas nie jest idealny, ale każdy może stać się lepszy!
Nie traćmy nigdy wiary i nadziei, i miłość
do drugiego człowieka i do Boga
 niech będzie zawsze 
 w naszych sercach.

wtorek, 30 grudnia 2014

Film "Dawca Pamięci"

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w świecie, w którym nie ma marzeń, nie ma kolorów, uczuć, emocji… nie ma nawet miłości! Wszyscy są podporządkowani z góry ustalonym zasadom, nie można robić tego, na co ma się ochotę… nikt nie ma prawa wolnej woli!

źródło: stopklatka.pl
Taki świat został przedstawiony w filmie Dawca Pamięci”. Zwykły szary świat, w którym z góry ustalone są reguły, każdy ma przypisane konkretne role. Nie ma tu miejsca na złość, nienawiść, miłość, radość, strach… Te wszystkie uczucia są ludziom obce.

Starsze społeczeństwo (w filmie tzw. „starszyzna”) sprzeciwiało się wszelkiemu złu, które występowało na świecie. A skąd ono się brało? Brało się stąd, że każdy człowiek posiadał wolną wolę, czyli mógł robić wszystko, na co miał ochotę. Starszyzna, aby zapobiec wszelkim wojnom, nieszczęściom postanowiła pozbawić ludzi wolnej woli i ustalić konkretne normy, których ludzie musieli przestrzegać. Rano, od razu po przebudzeniu, każda osoba musiała wstrzyknąć sobie lek, który powodował, że zapominali oni, co robili wczoraj; może wczoraj byli szczęśliwi? Ale po zażyciu tego leku nie pamiętali żadnego uczucia. Dodatkowo ich życie było kontrolowane na każdym kroku; Rada Starszych widziała wszystko, co oni robią.

W świecie tym żył też pewien chłopak, Jonas, który „czuł coś więcej”. Niby żył tak jak wszyscy pozostali ludzie, jednak on urodził się z wyjątkowym darem, darem, który spowodował, że stał się inny niż wszyscy. (czytaj więcej)

sobota, 27 grudnia 2014

Poświątecznie!

Witajcie po Świętach!

Tak ten świąteczny czas szybko minął. Jeszcze kilka dni i zaczniemy Nowy Rok. No, ale jeszcze wcześniej Sylwester, na który mam już zaproszenie, lecz czy pójdę? To jeszcze rzecz wątpliwa...

Kwiatek, który widzicie poniżej, zrobił mi najwspanialszy prezent na Święta! Chyba nic tak nie cieszy, jak właśnie kwiatek, który kwitnie tuż przed Wigilią. Tak się ucieszyłam, jak zobaczyłam, że zakwitł, że aż położyłam go na wigilijnym stole, i tak zajmował tam honorowe miejsce aż do dnia wczorajszego :)


Coś mi się dzisiaj bardzo trzęsła ręka
 i długo nie mogłam zrobić żadnego dobrego zdjęcia....

wtorek, 23 grudnia 2014

Świątecznie :-)

Kochani,
Święta już coraz bliżej… i wszystko pędzi coraz szybciej.
(Do zrobienia jest tyle, że nawet nie mam czasu na własne przyjemności.)
Z racji tego, że jutro pewnie nie będę za dużo wchodzić na komputer, już dzisiaj chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia Bożonarodzeniowe.

Może będę mało oryginalna, ponieważ dzisiaj wszystkim składam te same życzenia, ale wydają mi się one najbardziej szczere i najbardziej wyrażające, to, co chciałabym życzyć innym :-)

Wkrótce narodzi się Syn Boży.
W tym szczególnym czasie niech połączy nas
wspólne oczekiwanie na Jego przyjście.
A rodzinne spotkanie przy wigilijnym stole
przysporzy nam wiele radości i wzruszeń.
Podzielmy się opłatkiem i życzmy sobie
wszystkiego co najlepsze.
I, w nawale "ważnych" przedświątecznych spraw
nie odpowiadajmy, jak ten smutny pan w ankiecie, na pytanie:
- Co jest najważniejsze na święta?
- Choinka...
Miejmy zawsze świadomość, czyje to tak naprawdę Święta
i co w tym czasie jest najważniejsze!

Tego Wam (i sobie samej także) z całego serca życzę,

Sia.


A na koniec jeszcze trochę świątecznych muzycznych nowości ;-)

Czytaj więcej>>

środa, 17 grudnia 2014

Jeszcze tylko dzisiaj sobie ponarzekam, jutro już będzie dobrze… znowu.

Żeby nie było tak całkiem pesymistycznie trochę moich inspiracji :) Ale proszę nie myśleć o mnie źle... bo ja mam nadzieję, że - mimo wszystko - będzie dobrze.... 

Uwielbiam nocą patrzeć w gwiazdy.
Kiedyś nawet wierzyłam, że one spełniają marzenia
 (a może nadal skrycie w to wierzę?)
Lubię patrzeć w wodę, choć czasami sama nie wiem,
co w niej widzę, ale wtedy czuję się... jakoś trochę spokojniej...
Setki zdjęć i wspomnienia... Dziś tylko one mi pozostały.
Niekończąca się droga; ale najgorsza jest chyba "mgła",
wtedy boję się bardziej, bo nigdy nie mogę być pewna, 'co będzie dalej'
... A czasem kręta, ale w niej też nie widać "jasnego" końca.
Taki wschód słońca potrafi być rozweselający.
Czasami chyba zbyt często spoglądam w niebo,
doszukując się tam czegoś pocieszającego...
Najwierniejszy przyjaciel, który zawsze żyje swoim
- czasami równie dziwnym jak moje -
życiem, ale za to nigdy nie ukrywa, że mu nie zależy.
Tylko czasami, trochę za dużo we mnie tej
marzycielki, tego dziecka, tej nadziei, ufności, naiwności.

źródło zdjęć: pinterest.com

wtorek, 18 listopada 2014

Listy do Boga

Kochani,
Właśnie jestem po obejrzeniu wspaniałego filmu: "Listy do Boga". Tak w skrócie opowiadając: film przedstawia życie 8. letniego chłopca, który choruje na raka. Chłopiec ten jest głęboko wierzący, dlatego podczas zmagań ze swoją chorobą, pisze listy do Boga. Jego przemyślenia są bardzo głębokie i poruszające - każdy z nas powinien mieć tak wielką wiarę jak on!

Listy Taylora - bo tak nazywał się ten chłopiec - mnie samą również zainspirowały do napisania takiego "Listu do Boga". List jest trochę długi i rozumiem, że może Wam się nie chcieć go czytać - do niczego nie zmuszam, ale film szczerze polecam! :)

A może widzieliście już ten film? Albo polecacie jakieś inne filmy o Bogu?(ostrzegam, że widziałam ich już wiele, więc poproszę o tytuły filmów mało znanych ;) ).

I know You’re there
So how ya been?
I’m alright but I can’t lie,
Sometimes I feel like givin’ in
You’re all I’ve got


piątek, 14 listopada 2014

Różne różności, czyli muzyczne nowości #4

Ciągle przybywa tyle nowości, że sama nie wiem, co mam Wam udostępniać, co mam promować, ponieważ… Wszystko mi się podoba! Może powoli ulegam „urokom” komercji? popowej muzyce? Zdecydowanie nie. Nic z tych rzeczy! Chyba po porostu teraz jest taki okres, rozwoju dobrej muzyki, z dobrymi tekstami, dobrą muzyką i coraz bardziej wyjątkowymi głosami wokalistów.

Może wielu z tych utworów nie słyszeliście, ale własnie dlatego je udostępniam. W Polsce jest tak wielu wspaniałych wokalistów, o których tak niewiele się mówi albo mówi się za mało. Mam nadzieję, że dzięki tym moim postom, o tych wspaniałych Artystach usłyszy coraz więcej osób :)


Poniżej nowości z października i listopada :)

<Czytaj więcej>

niedziela, 9 listopada 2014

Adina Blady-Szwajger - I więcej nic nie pamiętam

11 listopada 1918 roku Polska odzyskała niepodległość! Państwo polskie znowu pojawiło się na mapach i istniało jako samodzielne, niezależne państwo.
Polacy jednak nie długo cieszyli się wolnością, ponieważ 1939 roku wybuchła II wojna światowa, i znowu trzeba było walczyć, bronić ojczyzny…


Adina Blady-Szwajger w 2010 roku wydała książkę, która zawierała jej wspomnienia, o tym, jak wyglądało jej życie oraz innych ludzi, od momentu, gdy wybuchła II wojna światowa. Te wspomnienia z pewnością są trochę inne od wspomnień Polaków mieszkających w czasie wojny w Warszawie, ponieważ autorka książki była Żydówką i w swoich wspomnieniach skupia się szczególnie na życiu swoim oraz najbliższych jej osób.

Autorka książki była lekarzem-pediatrą. Opisuje o tym, jak trudno, zaraz po ukończeniu studiów (bo zaraz wybuchła wojna), było jej znaleźć prace. Jednak w końcu udało się.
Dr Adina pracowała w szpitalu dziecięcym, ale czy rzeczywiście miejsce jej pracy można nazwać szpitalem, a pacjentów dziećmi? Szpital, w którym pracowała autorka bardzo różni się o tych szpitali,  które są teraz. Przede wszystkim pacjentów było tak wielu, że na jednym łóżku często leżało po dwoje (a nawet i więcej) dzieci. Poza tym dawniej nie było takich leków jak są teraz; na wiele chorób nie było lekarstwa, na wiele chorób po prostu umierało się „od razu”. Dodatkowo głód. Ale głód był problemem nie tylko w szpitalu i dotykał nie tylko dzieci. A dzieci? Dzieci mające dopiero 6 lat były niemal tak dojrzałe jak dorośli; były to dzieci, które widziały niejednokrotnie śmierć, dotknięte głodem, często same, bez jakiejkolwiek rodziny, musiały sobie radzić, zadbać o schronienie i pożywienie dla siebie (co oczywiście nie zawsze było takie proste i nie zawsze im się udawało – bo to przecież tylko „dzieci”…).
W miarę, gdy wojna zaczynała się „rozwijać” było coraz gorzej. Dr Adina nie pracowała już jako lekarz, została łączniczką ŻOB. Do jej zadań należało m.in. organizowanie „fałszywych” dokumentów oraz mieszkań Żydom, którym udało się wydostać z getta na aryjską stronę. Powiedziałabym, że ta praca była o wiele bardziej niebezpieczna; trzeba było być bardzo ostrożnym, żeby „nie zostać zauważonym”.
Ale nie tylko praca łączniczki ŻOB była niebezpieczna. Niebezpiecznie było każdego dnia. Wychodząc na ulice nigdy nie miało się pewności, że się wróci z powrotem do mieszkania. A nawet w mieszkaniu nigdy nie było bezpiecznie, zawsze był ten strach, że ktoś dowie się, gdzie się mieszka, że ktoś doniesie. Ten strach dotyczył szczególnie Żydów, ale Polacy też nie zawsze mogli czuć się bezpiecznie.
Autorka w swoich wspomnieniach szczególnie dużo uwagi poświęca dzieciom, ponieważ to one „tam” były najbardziej pokrzywdzone, bezradne, bezbronne… Tamte dzieci, doświadczone przez życie tak wieloma trudnymi wydarzeniami, musiały radzić sobie same, same walczyć o przetrwanie. Wielu myślało, że one wtedy nie wiele rozumieją, bo przecież to jeszcze małe dzieci, ale one pod wpływem tych doświadczeń po prostu szybciej dorastali.

Jak sama autorka przyznaje już na wstępie, pisząc te wspomnienia nie wszystkie wydarzenia pamiętała dokładnie, ale to moim zdaniem nie wpływa na jakość zapisanych wspomnień. Dr Adina poniekąd przybliża nam zdarzenia o tym jak było w czasie II wojny światowej w Warszawie. Ale tych wspomnień nie należy odbierać jako szczegółowy przebieg wydarzeń w Warszawie w tamtym okresie. To nie jest powieść historyczna, literatura faktu, to tylko wspomnienia, ale wspomnienia pełne emocji, uczuć; to szczera opowieść jednej z uczestniczek powstania warszawskiego.


Po przeczytaniu tej książki, gdy zapoznałam się z biografią autorki, byłam trochę zawiedziona, że jednak nie wszystko ze swojego życia, z czasu wojny, autorka tu opisała. Zabrakło mi kilku wydarzeń, ale, gdy po tak wielu latach autorka rzeczywiście nie wszystko mogła pamiętać ze szczegółami. Cieszę się jednak z tego, co się dowiedziałam. Co prawda, nie czuję się po przeczytaniu tej książki znawczynią powstania w getcie, ani powstania warszawskiego, ale wiem teraz „trochę więcej” i muszę przyznać, że w wielu momentach, wiele historii z tych wspomnień naprawdę mną wstrząsnęło, a czasami nawet wzruszyło. 

Czytaliście tę książkę albo chociaż sięgnęlibyście po nią po przeczytaniu mojej recenzji? A może czytaliście inne książki z okresu II wojny światowej, z powstania warszawskiego, powstania w getcie?

Piszcie, co myślicie.
Pozdrawiam, 
Sia :)

sobota, 1 listopada 2014

Nasze drugie (nowe) Życie... w Niebie?

Kochani,
dzisiaj mamy piękny dzień, Dzień Wszystkich Świętych. Jest to dzień, w którym upamiętniamy tych, którzy odeszli, i którzy teraz cieszą się Życiem Wiecznym w Niebie. Zastanawialiście się kiedyś, co czeka nas po śmierci? Jak będzie wyglądało nasze Drugie Życie?

Temat Nieba od zawsze był dla ludzi wielką zagadką. Kiedyś było o Nim wiadomo tylko to, co zostało napisane przez ewangelistów w Biblii. Dzisiaj, w dobie szerokiego dostępu do różnych mediów, o Niebie mówi się coraz częściej, i można powiedzieć, że o Niebie wiemy coraz więcej.



niedziela, 12 października 2014

Wiem że na pewno będzie lepiej, ...lecz nie wiem


Bałam się i łzy bezwiednie mi popłynęły
Czułam, że już nie mam sił, nie wiedziałam, co dalej
Ty stanąłeś obok mnie, płakałeś razem ze mną
Gdy powiedziałam Ci żebyś przestał – po prostu byłeś

 Nie chcę, żebyś płakał, a przy Tobie już czuję się szczęśliwa
Wypełniasz moją pustkę, napełniasz ją miłością
Podnosisz i wspierasz w tych najtrudniejszych momentach
Po prostu – jesteś zawsze – niezależnie od niczego. 

Nie oczekujesz nic w zamian, sam chcesz mi pomóc
Czasami, gdy tak bardzo czuję się samotna
Wiem, że mam Ciebie, Tobie o wszystkim mogę powiedzie
Gdy tak bardzo czuję się zagubiona... z Tobą „Jest dobrze!”
Dziękuję Ci.

wtorek, 30 września 2014

Różne-różności, czyli [polskie] muzyczne nowości #3

Kochani,

ostatnio zauważyłam, że cykl „Różne różności, czyli muzyczne nowości”, który prowadzę na moim  blogu cieszy się bardzo dużą popularnością. Może niektórzy tak jak ja kiedyś mają problem (lub zwyczajnie nie mają czasu) ze znajdywaniem/ odkrywaniem nowości, które pojawiają się na polskim rynku muzycznym (?) (mam na myśli tu utwory muzyczne).

Piosenki, które udostępniam nie są jednak wszystkimi premierami ostatnich czasów, jest to ich tylko mała garstka i są to tylko utwory, które szczególnie mi się podobają, które sama mogłabym słuchać w kółko. No i oczywiście są to w większości utwory polskie, ponieważ sama głównie właśnie takiej muzyki słucham ;)

Dzisiaj mam dla Was kolejną porcję nowości muzycznych. Postaram się o każdym napisać chociaż słowo, choć wszystkie zasługują na wagony słów, które na pewno nie pójdą w próżnie, których na pewno nie będzie mi niewymownie żal (Ach, tak jakoś mi się skojarzyło z wierszem, uwielbianego przeze mnie, „wędrownego poety”! – może wiecie o kogo mi chodzi? ;))


sobota, 27 września 2014

'Jedyne czego teraz chcę...'

Witajcie,

To prawda... Zrobiła nam się jesień :)
Na dworze jest coraz chłodniej, dni są coraz krótsze i jest coraz bardziej monotonne.
I pewnie zastanawiacie się, gdzie ja takie kwiatki jeszcze znalazłam... A u mnie są! I robią wrażeni; upiększają trochę tą naszą szarą jesień.

"Pisząc te słowa stłumić myśli chcę..."


niedziela, 7 września 2014

Nowe niezwykłe utwory Magda.leny Frączek

Kochani!
Chciałabym dzisiaj napisać Wam o pewnej wokalistce, której dwa nowe single, zapowiadające kolejną w jej karierze studyjną płytę, od kilku dni bez przerwy siedzą mi w głowie i nie mogę przestać ich śpiewać!

Artystka, którą mam na myśli to Magda.lena Frączek . Swoją karierę muzyczną zaczęła w zespole Love Story, w którym jako liderka, główna wokalistka, autorka tekstów i muzyki śpiewała siedem lat; nagrali wspólnie dwie płyty "Love Story: Live" oraz "Talitha kum".
W 2013 roku ukazała się jej debiutancka solowa płyta zatytułowana "Effatha". Utwory z tej płyty są bardzo różnorodne kompozycyjnie, a całości dopełnia oryginalny, jedyny taki, głos Magdaleny Frączek.

Kilka dni temu na kanale wokalistki na Youtube ukazały się dwie nowe piosenki, zapowiadającą zupełnie nową płytę. Co w nich najbardziej mi się podoba? Ciężko powiedzieć - utwory same w sobie mają coś niezwykłego, zachwycają, przyciągają i... jakoś dziwnie robią w środku ;)


Informacja od Magda.Ledny dotycząca utworu: "Tytułowa triangulacja zakłada udział Osoby Trzeciej w rozwiązywaniu konfliktów i wojen między ukochanymi. miłość kobiety i mężczyzny napędza i określa Ten, który ją wymyślił. na początku był pokój, miłość i zaufanie. ponieważ On jest jeden, a ich dwoje, scala. nawet w przypadku emocjonalnego zdezorientowania, manii ślepych oczekiwań czy bolesnych wypadków. stale przywraca nadzieję, że miłość jest możliwa, nawet jeśli ona i on wciąż nie potrafią złapać jej za nogi"

Oraz drugi singel "Pieśń sercowa":




Gorąco zachęcam Was do zapoznania się z tymi utworami, być może spodobają Wam się równie bardzo jak mnie :) Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach.

~Sia
"Nawet jedno niewinne spojrzenie potrafi być bardzo niebezpieczne.. i pozostawić skutki na całe życie."

środa, 3 września 2014

Kolaż z jednej gazety/ w ekstremalnych warunkach/ na szybko

Witajcie,

Może zastanawialiście się kiedyś jak powstają kolaże z papieru? Pewnie większości wydaje się, że jest to zajęcie na 10-15 minut, że w klejeniu kolaży nie ma nic trudnego i nawet dziecko coś takiego potrafi stworzyć... Tym czasem, choć proces powstawania DOBREGO kolażu nie zawsze jest długi, jest bardzo pracochłonny i bywa skomplikowany. Mnie zrobienie kolażu zajmuje co najmniej godzinę, choć zdarza się, że robię kolaż. w ok. 20 minut (ale wiadomo, że efekt końcowy nie zawsze wtedy jest tak dobry jak w przypadku kolażu robionego przez godzinę).

Najwięcej czasu w trakcie robienia kolażu pochłania szukanie materiałów i "składanie" ich. Sam proces klejenia nie jest, ani trudny, ani strasznie pracochłonny.

To, że kolaż może zrobić każdy - jak to twierdzą niektóry - "nawet małe dziecko coś takiego potrafi" - to prawda... Jednak, czy nawet małe dziecko potrafi zrobić tak konkretne i przemyślane kompozycje? Sztuki tworzenia uczymy się stopniowo. To bardzo dobrze, jeśli nasz proces twórczy rozpoczyna się już od najmłodszych lat, ale, żeby zrobić coś poważnego trzeba zacząć od łatwiejszych prac. (Tak, ja też tak zaczynałam!)

Ale przejdźmy do rzeczy. Przedstawię Wam teraz etapy powstawania mojego ostatniego kolażu:

Wycinamy "potrzebne materiały" (zazwyczaj są nimi zdjęcia, które po prostu najbardziej nas zainteresują, i które - naszym zdaniem - mogą się przydać).
W głowie pojawia się pomysł, więc powoli zaczynamy go układać na czystej kartce...
Stanowisko pracy.
Coraz bliżej efektu końcowego...
Gotowy kolaż!
 Teraz tylko pozostawić do "wyschnięcia" i najlepiej włożyć do grubej książki, żeby - jeśli "włożyliśmy" w niego za dużo kleju - nie "pozaginał się".
Z bliska...
A cóż to jest? Niektórzy Artyści, którzy kleją kolaże (ja także do tej grupy należę), mówią, że właśnie TO ich najbardziej satysfakcjonuje; właśnie te wycinki są dowodem na to jak wiele pracy zostaje włożone w wykonanie kolażu.
 /moja guma niechcący znalazła się w kadrze, wybaczcie :D/

* Wycinki, z których został wykonany kolaż, pochodzą z magazynu "Spiżarnia Smaków"

Jak Wam się podoba kolaż?

 ~Sia

PS. Spokojnie kolaż został wykonany jeszcze na wakacjach ;) Teraz... nauka ;) 

sobota, 30 sierpnia 2014

Pająki i węże...

"To był błąd, bo przywiązałam się, 
Jedyne czego teraz chcę, 
Nie chcę pamiętać..."
- Paulina Lenda




Możecie mnie pytać, co się ze mną dzieje - ja nie wiem. Do dziecka panicznie boję się pająków. Miałam kiedyś krótki okres, że się ich nie bałam, ale teraz ten strach znowu wrócił. Ale, na domiar tego, teraz boję się nie tylko pająków; teraz boję się także świerszczy, chrabąszczów, a nawet motyli, które jako mała dziewczynka kochałam! (do mojego pokoju w lecie często wlatywały motyle, a gdy siadały na firance, ja je łapałam w ręce i... nie bałam się tego, że któryś mnie ugryzie, ani tego, że on w ogóle się rusza!).

Niedawno jeszcze śmiałam się z koleżanką, że ona boi się panicznie węży, a pająków się nie boi (czyli odwrotnie jak ja). Opowiadała mi o tym, że nawet węże na obrazku ją straszą - zwykłe nie ruszające się węże... To już jest dla mnie trochę przesada, ale... Żeby ją trochę "zdenerwować", a trochę na żarty rysowałam na kartce węże, a ona - ku mojemu zaskoczeniu - czuła do nich obrzydzenie. Co jest zaskakujące, po paru tygodniach mojego codziennego rysowania węży, ona powiedziała mi, że już się ich mniej boi, i że to wszystko dzięki moim rysunkom. Powoli zaczęła przekonywać się także do wężów na fotografii (choć ten proces trwał trochę dłużej).

Ja z kolei mam tak, że na pierwszy widok pająka od razu "wpadam w szał"; ogrania mnie absolutna panika, piszczę, krzyczę i jak oparzona odskakuję na metr od tego przerażającego stworzenia. Ale mój atak paniki nie zawsze trwa długo - gdy zauważam, że pająk "niewiele się rusza" i nie czuję z jego strony "ataku", wtedy stopniowo podchodzę do niego coraz bliżej i... stopniowo się z nim oswajam. Nie przekraczam jednak pewnych barier: nie dotykam go patykiem (choć w ostateczności ew. patykiem lub jakąś rzeczą byłabym gotowa go "odstraszyć", przepędzić), nie biorę do rąk.
Inaczej rzecz by wyglądała, gdyby pająk "siedział na mnie". Wtedy to na pewno moja panika byłaby jeszcze większa. Cokolwiek, gdy spadnie na mnie (np. z drzewa) od razu wywołuje we mnie ogromną histerie i zdenerwowanie - dopóki wiem, że to coś "na mnie jest" nie jestem w stanie się opanować i zachowuję się dosłownie jak opętana; w myślach błagam, żeby ktoś "to" ze mnie zdjął.

Jak już wspomniałam - potrafię się oswoić, przyzwyczaić do pająków, ale pod warunkiem, że one nie będą się ruszać. Dzięki temu chwilowemu spokoju udało mi się zrobić kilka zdjęć "ogromnemu"  pająkowi. Wiadomo, najgorzej było, jak się ruszał (a po tych zdjęciach widać, że od czasu do czasu zmieniał pozycje - dobry model! :-D), wtedy na chwile "zamierałam", ale udało mi się - chociaż trochę - przezwyciężyć strach.

Zobaczcie efekty i oceńcie sami:

Pierwsze nieśmiałe zdjęcie - z daleka
Nieco odważniej...


" - Czas na obiad..."


 Wiem, zdjęcia nie są idealne (są trochę słabej jakości; trochę rozmazane, niewyraźne, za mało ostre...) Ale staram się jak mogę, aparatem 10.1 Mpx (śmiech), ale jak ja sobie to wmawiam, jak nauczę się robić dobre zdjęcia na takim, to na lepszym - kiedyś - będę robiła... lepsze ;)

Czekam na Wasze opinie - najlepiej takie SZCZERE DO BÓLU :)

Pozdrawiam,
SIA

środa, 27 sierpnia 2014

Wakacyjne pocztówki #2

"Zostawmy to, co było
Przeżyjmy to, co jest
Tak wiele się zdarzyło
I przydarzy jeszcze się"
 - Ania Rusowicz



Witajcie,
Pierwsze kolaże zaczęłam robić dokładnie rok temu na wakacjach. Na ubiegłorocznych wakacjach zrobiłam ich naprawdę wiele - i większość wielkości A4. Na tegorocznych wakacjach zrobiłam tylko 6 kolaży i wszystkie wielkości pocztówek. Może to trochę z braku chęci do tworzenia, a może trochę dlatego, że zamiast na klejenie kolaży większość swojego wolnego czasu poświęcałam na czytanie książek i oglądanie filmów. 
Pierwszą część kolaży możecie zobaczyć tutaj , drugą część dodaję dzisiaj. Dwóch prac z tych kolaży już nie ma - zostały wysłane w listach do znajomych - ale mam nadzieję, że za rok na wakacjach uda się skleić kolejne pocztówkowe kolaże i będzie ich zdecydowanie więcej niż na tegorocznych wakacjach :)

Co myślicie o takich pocztówkach? Chcielibyście taką dostać czy wolicie tradycyjne?
Który kolaż podoba Wam się najbardziej? :)

Pozdrawiam, SIA




tył jednej z pocztówek

sobota, 16 sierpnia 2014

Wspomnienia minionej... jesieni.

I tylko tyle mi po Tobie zostało, co po jesieni liści - wspomnienia minionej wiosny. Niewdzięczne uczucia; one pozostają na zawsze [na dnie serca i bolą dotkliwie], a Ciebie nie będzie już nigdy...
***
A może jeszcze chociaż raz? Jesienne liście są co roku... - Nie!
 
Bywają takie jesienie, gdy nawet liści złotych nie ma, a z drzew - uśmierconych przez deszcz, wiatr, burze; opuszczonych przez słońce, ptaki, owoce - spada, szary jak dym z komina, popiół...  

Słońce, ptaki, owoce zapominają, nie chcą go [drzewa] znać, a deszcz, wiatr, burze - niewdzięczne (tu: wyklęte)! - bezsilnie się buntują. Nie mogą pomóc biednemu drzewu, z góry, tak jak ono same, są skazane na klęskę. 
Jemu nikt nie może już pomóc... 
Deszcz wyraża jego tęsknotę, wiatr bezradność, a burze wielką złość, oburzenie... Ono samo nic nie może zrobić - tylko umiera z żalu i samotności...
Ale wierni przyjaciele są zawsze niezastąpieni! 
Nocami wiatr utuli, deszcz stłumi wewnętrzny smutek, a burze "wykrzykną" żal, frustracje, zawód...
Tylko dnie... Stara się być silne, nie chce ciągle obciążać zawsze wiernych przyjaciół swoimi problemami. Wszystko dusi w sobie... Lecz przyjaciele to widzą i ciągle buntują się - pada, grzmi, wieje... 

Tak najłatwiej wytłumaczyć "dołującą pogodę".

Kochany deszczu, wiem co czujesz!

/Wybaczcie mi za te głupoty ;-) Od "takich moich przemyśleń" wiele się zaczęło, powstało wiele opowiadań -a później wierszy - w dzieciństwie (najwyraźniej cofam się w rozwoju, że znowu tak piszę(?)...)
Ech.. Tak tylko wyraziłam swoje emocje... z  czystych nudów. To miał być 14 wersowy wiersz, a rozrósł się tak, że powstało opowiadanie (może poetyckie) marzenie... do poetyckiego jeszcze mi daleko!)/


"Niech spłynie ta ostatnia
jak łza czysta..."



~ SIA

wtorek, 12 sierpnia 2014

Gdy budzi się noc...

"Bez Ciebie nie potrafię żyć
o Tobie wszystkie moje sny
dla Ciebie każdy oddech mój
bez Ciebie nie ma mnie..."
- JoKo "Budzi się noc"



W oczach tego kota zakochałam się od pierwszego ujrzenia!  Te jego błękitne jak morze duże oczy mnie hipnotyzują swoim urokiem. Podobno jak urośnie ten kolor oczu mu się zmieni - podobno - ale dla mnie i tak zawsze będzie wyglądał równe pięknie. ♥

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Różne-różności, czyli muzyczne nowości #2

Witajcie!

Jakiś czas temu na moim blogu pojawił się u mnie post z muzycznymi nowościami, dzisiaj postanowiłam dodać "kontynuacje" tego postu i przedstawić Wam kolejne muzyczne nowości, które bardzo mi się spodobały (a trochę ich się nazbierało). Ten post będzie troszkę inny, ponieważ zamiast dodawać krótkie opisy dotyczące wykonawców i samej piosenki, będę dodawała cytaty z tych piosenek i krótkie moje myśli ;-) <czytaj więcej>


niedziela, 10 sierpnia 2014

[*]

Dzisiejszy post bardzo nietypowy, bo z wyjątkową dedykacją, dla wyjątkowej osoby...
(Nie musicie czytać, list jest dość długi i prywatny, i rozumiem, że nie każdego to interesuje.)
Dlaczego napisałam taki post? Chciałam, żeby z jednej strony mi "ulżyło", móc lepiej zrozumieć, pogodzić się z tą trudną dla mnie sytuacją, a z drugiej strony, list, który napisałam jest moim swoistym hołdem dla tejże wspaniałej osoby, której mam nigdy nie zapomnę..

"Odchodząc zabierz mnie
Proszę weź mnie też..."



piątek, 1 sierpnia 2014

Niezwykła książka + zdjęcia: 'Moja rodzinka' i krajobrazy-natura cz.1

"Wyczytałam to z Twoich ust
wyczytałam z Twojej twarzy
może kiedyś powiesz: wróć
może kiedyś mi wybaczysz

bo..."


Witajcie,

Dzisiaj gorąco jak zwykle, choć rano wcale na taki upał się nie zapowiadało. Poranek przywitał mnie chłodny i ponury, jakby miało zanosić się na deszcz.

Wstałam - chyba już tradycyjnie - o godzinie 7 (choć w roku szkolnym nawet o tej godz. jest mi ciężko wstać). Dzień rozpoczęłam od porannej kawy i... książki. ;-)

Przyznam się szczerze, rzadko zdarza mi się czytać "z samego rana". Zazwyczaj pierwsze robię "coś konkretnego", a dopiero później idę z książką na dwór i tam - tradycyjnie - na ławce pod moimi ukochanymi drzewami siadam i czytam, aż do popołudnia ;-)
Ponieważ dzisiaj zaczęłam czytać tak wcześnie, to pewnie książka, którą teraz czytam jest jakaś bardzo ciekawa? Otóż, właśnie tak jest! 

Wczoraj, przed południem, jak zawsze siedziałam i czytałam książkę na mojej ukochanej ławce. Właściwie to kończyłam ją czytać, ponieważ wtedy zostało mi do przeczytania jeszcze jakieś 10 stron. Byłam absolutnie przygotowana na to, że zaraz skończę ją czytać, dlatego wychodząc z domu, od razu zabrałam ze sobą dwie ksiąski (żebym, jak skończę jedną nie musiała od razu iść po drugą).
Gdy tak siedziałam, zaczytana bez reszty, nagle słyszę głośny krzyk mojej mamy. Nie był to krzyk taki jak, gdyby coś się paliło, był to raczej krzyk szczęścia. Moja mama krzyczała, idąc w moją stronę, już od furtki (a do furtki do mojego magicznego miejsca jest dobrych kilka metrów). A krzyczała, ponieważ miała dla mnie dobrą nowinę... Okazało się, że przed chwilą przyjechał kurier i zostawił dla mnie małą przesyłkę! Mama, znając moje oczekiwania, "przyleciała" jak najszybciej, by mnie o tym poinformować i wręczyć mi długo oczekiwaną paczkę.
A co zawierała ów paczka? To właśnie ona sprawiła, że zaczęłam dwa razy szybciej czytać książkę, którą wtedy miałam na kolanach, spowodowała, że drugą książką, którą miałam przeczytać jako "następną" z powrotem odłożyłam na półkę i to ona była powodem mojego porannego lenistwa... W paczce znajdowała się cudowna książka!
Od razu, gdy tylko dokończyłam poprzednią książkę zaczęłam czytać tę nową.

Ciekawi jesteście, co to za książka? Ta książka przeniosła mnie w cudowne, malownicze miejsce. Zaczynając ją czytać, już po przeczytanych  pierwszych rozdziałach, wiedziałam, że TO JEST TO - dokładnie to, czego było mi potrzeba! Ciężko przerywa się czytanie tej książki, ciągle chce się więcej i więcej, aż w końcu pozna się całą niezapomnianą historię. 

A książka, o której mowa to "Wymarzony czas" - Magdaleny Kordel. Niezwykle wciągająca historia Madeleine i jej przyjaciół oraz ludzi mieszkających w Malowniczym. A mieszkają tam ludzie tacy sami, jak wszędzie - mający wiele swoich problemów, zmartwień - jednak Malownicze ma w sobie coś niezwykłego, "coś", co nie pozwala o nim zapomnieć; miejsce, do którego się wraca; tajemnicze, niezwykłe, magiczne, ale - przede wszystkim - ...malownicze!

Poranek w Malowniczym i "z Malowniczym" okazuje się wspaniałym początkiem i daje energię na cały dzień!

Ja tu się rozpisałam, a obowiązki wzywają. Ale pocieszający fakt jest taki, że im szybciej uporam się z pracą, tym szybciej znowu będę mogła "wrócić" do Malowniczego. Ten fakt zdecydowanie motywuje do szybkiego działania, bo nagroda jest bezcenna - chwile spędzone ze wspaniałą książką.


Miłego dnia,
SIA.

Imion moich kochanych kotek pisać nie będę - są chyba zbyt "osobiste" ;-)




piątek, 25 lipca 2014

Na morzu, czyli historia z filmu "Wszystko stracone" i książki "Lord Jim"

 Ostatnio zaczęłam czytać „Lorda Jima”. Książka opowiada historię młodego chłopaka, który „pływał po morzu”, które – jak to może – nie zawsze dla niego było łaskawe (zresztą dla nikogo nie jest).

Pewnego dnia, podczas podróży Jima, na statku, którym podróżował, nastąpiła pewna awaria, która wywołała ogromne przerażenie wśród „dowódców” statku (a dokładnie świadkami tego wydarzenia byli mechanicy, kapitan i oczywiście Jim – oficer). Nie wiedzieli, jak mają się zachować; wiedzieli, że statek w ciągu zaledwie kilku minut pójdzie na dno, więc musieli podjąć natychmiastową decyzję (choć pewnie wszyscy toczyli wewnętrzną walkę, czy aby słusznie postępują).
Całą tę sytuację opowiada/obrazuje Jim, którym ona ogromnie wstrząsnęła. Sam gotowy był zginąć, nie bał się śmierci; najbardziej przerażał go fakt, że na pokładzie jest 800 osób, czasu jest mało i nie wiele już można zrobić. Zdawał sobie sprawę z własnej bezradności, z beznadziejnej sytuacji, w której nic nie mógł zrobić. Jego współtowarzysze pewnie też przejmowali się tą sprawą – albo przynajmniej o niej myśleli – jednak postanowili wybrać łatwiejsze rozwiązanie: zamiast robić zamieszanie i ratować ludzi - przede wszystkim uratować siebie.

Dla Jima ich zachowanie było przerażające, ale co miał zrobić? Sam nie uratowałby tych wszystkich ludzi, wiedział także, że łodzi było za mało, by uratować wszystkich – a poza tym – przerażał go widok tych setek ludzi, którzy w pośpiechu chcą się ratować, pomimo iż mogą nie zdążyć (bo jak przewidywali wszyscy do zatonięcia statku zostało zaledwie kilka minut)…

Jim’owi i jego trzem współtowarzyszom wyprawy udało się przeżyć, ale co z tymi ludźmi, co zostali na statku ?

Samo postępowanie kapitana i jego załogi wzbudza ogromne oburzenie – dowódca statku nigdy nie powinien tak się zachować, on powinien opuścić statek jako ostatni… A jednak bał się śmierci, wiedział, że sytuacja jest kryzysowa: albo zginą wszyscy, albo uratuje przynajmniej siebie i część swojej załogi… Jego obowiązkiem było ratować pierwsze innych, siebie na końcu, a jednak „nie dał rady”, zwyczajnie zabrakło mu odwagi…
Jim natomiast okazuje swoją ogromną wrażliwość, empatię i chęć niesienia pomocy. Zależy mu na drugim człowieku; nie myśli tylko o sobie, a właśnie drugą osobę stawia na pierwszym miejscu.


Zupełnie inna historia przedstawiona jest w filmie, choć akcja również rozgrywa się „na morzu”.

W filmie "Wszystko stracone" przedstawiony jest żeglarz, który płynie samotnie. Sam musi podejmować decyzje, zmagać się z trudnościami jakie zsyła na niego los…

Pewnego dnia jego łódź zahacza o jakąś blachę, robiąc w jego statku sporą dziurę, przez którą przedostaje się woda. Mężczyzna oczywiście był przygotowany na możliwość wystąpienia takiej awarii i szybko uporał się z tym problemem. Jednak ta niewielka dziura okazała się początkiem jego trudnej podróży…
Po naprawionej szkodzie kolejnym utrudnieniem w podczas podróży staje się burza. Żywioł niszczy jego statek stopniowo, z każdym dniem co raz bardziej. Po kilku dniach jego statek zniszczony jest doszczętnie. Na jego szczęście ma jeszcze „dmuchany domek-ponton”, więc cień nadziei zostaje. Jednak tej nadziei z każdym dniem jest coraz mniej, coraz trudniej jest mu radzić sobie z napotykanymi go przeszkodami; stopniowo traci wszystko, co potrzebne mu do przetrwania: radio nadajnik, wodę, jedzenie, statek, race (do wzywania pomocy), wokół jego pontonu pływają rekiny. Później nawet traci sam ponton, a bez niego przecież na pełnym morzu długo bez podpory się nie utrzyma i do brzegu też nie zdoła dopłynąć.
Mnie postawa tegoż żeglarza ogromnie poruszyła i podziwiam go. Sama na jego miejscu chyba już dawno bym się poddała, usiadłabym i płakała… On starał się być twardy i nieustannie walczył. Pomimo tego, że los zdecydowanie mu nie sprzyjał, gdy pojawiła się ostatnia szansa, cień nadziei, potrafił to wykorzystać.
                                                                                                                                        
Wiele osób uważa ten film za nudny. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak się dzieje, ponieważ mnie osobiście film poruszył bardzo i ogromnie mi się podobał. Może to, że w filmie nie ma dialogów jest nużące? To prawda, dialogów nie ma, ale za to jest ciągła akacja, ciągle coś się dzieje – zresztą „dzieje się” tak jak na morzu – nigdy nie ma spokoju.
Film ten przede wszystkim zmusza nas do refleksji - nie tylko do bezmyślnego obejrzenia, ale przede wszystkim do zastanowienia się nad tym, co my zrobilibyśmy w takiej sytuacji, jak byśmy się zachowali.


Zarówno film, jak i książka mają dramatyczną fabułę, ale – jak na dobre dzieła przystało – mają szczęśliwe zakończenie…
może jednak nie zdradzę jakie, ale powiem tyle, że oboje (główni bohaterowie) wygrali! Nie poddali się i można powiedzieć, że dostali drugie życie, drugą szansę.


Mnie szczególnie film bardzo poruszył. Bohater zmagał się z wieloma trudnościami i w momencie, gdy już praktycznie całkowicie stracił nadzieję – „odbił się od dna” ! Mimo jego szczęścia nie mogę zrozumieć „dlaczego” wcześniej musiał tak dużo przejść i… co on dzięki temu osiągną?
Zawsze jest mi trudno odpowiadać na to pytanie „dlaczego”, a ten film wcale mi tego nie ułatwił – przeciwnie – pojawiło się jeszcze więcej pytań…
Sama często zadaję sobie (Bogu) to pytanie i mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiem. I mam nadzieję, że zanim to zrozumiem nie stracę nadziei…


~SIA

niedziela, 20 lipca 2014

Motywacje

   Zawsze stawiaj sobie poprzeczkę jak najwyżej! Niezależnie od tego jak wysoko mierzą inni Ty zawsze mierz najwyżej. I nie przejmuj się jeśli za pierwszym razem nie zdołasz jej przeskoczyć - to wymaga wiele pracy, siły i wytrwałości - ale w końcu się uda!
   Przyjaciele zawsze będą dla Ciebie motywacją i wsparciem, ale nie przeskoczą za Ciebie poprzeczki - tu sam musisz sobie poradzić; ale pamiętaj, że do nich zawsze możesz się zgłosić po psychiczną pomoc.
   Niektórym udaje się skoczyć na porzeczkę, ale boją się przeskoczyć na drugą stronę. Na niej czują się bezpiecznie, bo wiedzą, że coś już osiągnęli; boją się, że gdy przeskoczą na drugą stronę wszystko stracą (lub nie poradzą sobie z nowymi wyzwaniami).
   Będąc na górze zapominają jednak, że mogą spaść "do tyłu" i stracić wszystko, co dotychczas osiągnęli, nie zależnie ot tego, czy zaryzykują.
   Wychodzi na to, że bezpieczniej jest zaryzykować, ponieważ możemy zyskać jeszcze więcej niż już mamy Nie ryzykując tylko tracimy, bo to, co uda nam się wcześniej osiągnąć nie jest "na zawsze", nie jest pewne; po upadku "do tyłu" znowu jesteśmy na stracie, w punkcie zero.
 
   A gdy już znajdziemy się na drugiej stronie, co dalej? Dalej powinniśmy wyznaczyć sobie nowy, kolejny cel; poprzeczkę zawiesić jeszcze wyżej i znowu przez nią przeskoczyć.
   I tak w kółko, ponieważ NIGDY nie powinniśmy przestawać marzyć, wyznaczać sobie coraz to nowych pragnień. Musimy stale do czegoś dążyć!


poniedziałek, 14 lipca 2014

Wakacyjne pocztówki #1

Hej!
Dzisiaj po raz pierwszy od początku wakacji wzięłam się za robienie pocztówek. Jestem dumna z tego co udało mi się stworzyć, choć mogło być zdecydowanie lepiej! Następnym razem bardziej się postaram ;-)
A Wy co myślicie o tych pocztówek? Która najbardziej Wam się podoba?
Miłego dnia!
 SIA

PS. Druga część kolaży TUTAJ



Sztuka to
-codzienne patrzenie 
na świat z zamkniętymi oczami
-w ciemności
dostrzeganie światła
-odnajdywanie kolorów 
w najciemniejszych pomieszczeniach
-malowanie codzienności
tęczą
-dotykanie słońca gołą ręką
w dzień ciemny
-w noc jasną
spaniem z otwartymi oczami
© SIA