Prawa autorskie

Wszystkie prace (zdjęcia, kolaże, grafiki, itp.) oraz teksty publikowane na tym blogu są moją własnością (jeżeli jest inaczej wyraźnie to zaznaczam). Kopiowanie i zarządzanie nimi w całości lub w fragmentach bez mojego zezwolenia zabronione.*

*Zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tj. Dz. U. Nr 24 poz. 83), jakiekolwiek korzystanie z treści oraz zdjęć tego bloga bez wiedzy właściciela jest zabronione.

sobota, 28 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013 :)

Podsumowania nie mogłoby zabraknąć, tym bardziej, że jest co podsumowywać ;)
Będzie długo, ale będzie ciekawie... Tego wszystkiego nie zapomnę nigdy!!!


Na wstępie chciałabym jednak zaznaczyć, że mimo iż napisałam "podsumowanie roku", to będzie to podsumowanie tylko półrocza... Drugiej części roku nie warto wspominać. Dużo się działo, ale głównie złego. Drugie pół roku ma równie długą "listę przygód" jak pierwsze, tyle że to nie są godne pamięci wydarzenia...


Już sam rok 2012 zakończył się całkiem dobrze. Kilka godzin przed Sylwestrem byłam w Kościele i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że... W Kościele było dużo ludzi, a jedna starsza pani się spóźniła i musiała stać, ponieważ "nie było" już miejsc w ławkach. Postanowiłam, więc ustąpić jej miejsca. Kobieta zadowolona usiadła, a po kilku sekundach - w innej ławce - jakaś inna pani mi się podsunęła ... Byłam w totalnym szoku. Dlaczego nikt nie podsuną się tamtej starszej pani, a jak ja jej ustąpiłam miejsca to podsuwają się mnie? Wtedy odebrałam to tak, że życzliwość rodzi życzliwość. Byłam bardzo szczęśliwa, że chociaż na koniec roku zrobiłam taki mały dobry uczynek. Pominę nawet fakt, że w tej ławce ledwo się mieściłam - cały czas tylko czekałam na moment kiedy będzie trzeba [można] wstać - ale liczy się sam gest. Ludzki gest.

Po Kościele spotkałam się z Kuzynką. Obie spędzałyśmy Sylwestra u siebie w domu, więc żeby się nie nudzić oczekując na Nowy Rok, chciałam się z Nią chociaż tak na chwile spotkać, porozmawiać, pośmiać. Jak zawsze - porobiłyśmy trochę zdjęć. Było ciemno, a robiłyśmy je moim telefonem, więc wyszły trochę słabej jakości. Do tej pory jednak mam te zdjęcia. Ciemne, ale na ich widok powracają wspomnienia i pojawia się uśmiech. To był dobry dzień pomimo, że było trochę zimo, ale w końcu zima i... co najważniejsze w zimnie - był śnieg :)
Sylwester u mnie w domu na początku - jak zazwyczaj - "wyglądał" dość zabawnie. Później już tak zabawnie nie było, ale... pisząc to można pominąć.

Drugi Tydzień nowego roku.... (a właściwie druga sobota). Co tu pisać? Moja mina w tym momencie zdradziłaby wszystko :') Właściwie wspominając Ten Dzień mogłabym zacytować całą piosenkę "To był dobry dzień" - bo właśnie tak było! "Od wschodu słońca"... Wstałam wcześnie rano, około godz. 5. Właściwe to już od 4. godziny nie mogłam spać... i wcale mnie to nie dziwi ;) Wstałam i godzinę czasu prostowałam włosy... I tak nie wyprostowałam ich całkowicie- gdybym chciała, żeby były idealnie proste musiałabym jeszcze co najmniej jedną godzinę spędzić w łazience - ale w porównaniu z tym, jak wyglądały, gdy wstałam było dużo lepiej.
Tego dnia o godzinie 10 byłam już u Kuzynki. Do końca nie było pewne, czy uda mi się do niej pojechać, czy spotkamy się dopiero na miejscu, ale całe szczęście się udało. Jedna Kuzynka pomalowała mi paznokcie, druga "uratowała mnie" fluidem, a najmłodsza wyglądała równie zniewalająco... jak ja :D Jednym słowem, "działo się"! Było bardzo zabawnie i wesoło, w końcu czekał nas... niezapomniany dzień :)

Tydzień po tym magicznym dniu. Dokładnie tydzień, bo też w sobotę, powstał "Mały Człowiek" - krótki wierszyk, który bardzo spodobał się mojej Kuzynce. Właściwe wtedy był to bardzo ważny dla mnie utwór, ciągle mam z nim wielkie wspomnienia, jednak chyba trochę zmieniło mi się myślenie, bo nie robi on na mnie już tak wielkiego wrażenia jak wtedy.

Patrzę wstecz na kalendarz i... następnym ważnym etapem w tym roku był: początek konkursu "NJW". Od samego początku zależało mi na tym konkursie. Pamiętam pierwszy etap i... już chyba od początku byłam przekonana, że uda mi się wygrać, że muszę tam być. Czytając zgłoszenia innych kandydatów byłam przekonana, że niemal najlepiej tam nadaję się, bo kto jak nie ja? :) Później drugi etap trochę mnie przeraził... Nie samo zadanie konkursowe, a poziom uczestników. Przeraziłam się, ale jak się okazała - nie potrzebnie.
Po wygranym konkursie na początku czerwca "ruszyłam" na warsztaty, które były jego nagrodą. Te warsztaty to było dla mnie prawdziwe spełnienie marzeń. Dodatkowo poznałam masę wspaniałych osób, o podobnej wrażliwości, z pasjami, wielkim marzeniami, gotowych walczyć by osiągnąć swój cel! (czyli tak jak ja) Było wspaniałe, wiele się nauczyłam, ale te trzy dni zdecydowanie były za krótkie.
Dzień wyjazdu zdawałoby się, że powinien być bardzo smutny. Smutny owszem był, ale nie aż tak bardzo ;) W tym dniu, w którym ja wyjeżdżałam, do hotelu, w którym mieszkałam przyjechali.... chłopaki z zespołu IRA. Co prawda tylko dwaj, ale dla mnie i to było bardzo dużo. Zanim udało mi się z nimi porozmawiać spotkało mnie (i dwie koleżanki, z którymi wtedy byłam) wiele przeszkód. Przede wszystkim nie wiedziałyśmy, w których są pokojach; pukałyśmy do wszystkich jednak nikt nie chciał otworzyć, tak jakby nagle wszystkie pokoje były puste, bo po zapukaniu, odzywała się głucha cisza... Ale dla chcącego nic trudnego i w końcu się udało! Tak sobie teraz myślę... chyba nie wyjechałabym stamtąd gdybym ich nie poznała. Koleżanki, które wtedy ze mną były, myślę, że też tak sądzą. Bez nich chyba bym ich nie poznała, nie pukałabym do tych wszystkich drzwi jak totalna wariatka, po prostu bym się poddała! Cieszę się, ze mogłam tam być :) Jeszcze Się Spotkamy! 

Wrócę do kwietnia, bo właściwie wtedy zaczęły się moje wycieczki rowerowe z Kuzynką. Piszę o nich dopiero teraz, bo trwały one aż do czerwca. Prawie, aż do końca roku szkolnego...
Te wycieczki nie były dla mnie tylko zwykłą przyjemnością, te wycieczki były przede wszystkim wspaniale spędzonym czasem z Kuzynką. Wspólne rozmowy, śmiechy, a nawet... śpiewanie. Nie zapomnę tego, jak razem jadąc śpiewałyśmy (chyba jedyną piosenkę, którą obie znałyśmy na pamięć ♥). Nie przeszkadzało nam to, co pomyślą ludzie, ważne, że dobrze się bawiłyśmy.
Wielokrotnie Kuzynka dodawała mi sił i motywacji, gdy już chciałam się poddać. Chociażby gdy jechałyśmy te 40 km... Bez niej już dawno poddałbym się  - mówię to po raz kolejny, ale taka jest prawda!

Na wakacje Kuzynka pojechała do swojej cioci. Nie daleko, ale odwiedziłam ją tylko dwa razy...

Raz odwiedziłam ją z jednej strony, bo się stęskniłam i nudziło mi się w domu, a z drugiej trzeba było zrobić zdjęcia (ale nie takie zwykłe - te zwykłe też, ale to przy okazji - trzeba było ładne zdjęcia zrobić na...). A poza tym odwiedziłam ją po prostu po to, by nie zwariować w domu!
Drugi raz spotkałam się z Nią na koncercie Moniki Kuszyńskiej. Kolejne spełnione marzenie!!! Zabawne w tym wszystkim jest to, że ja o tym koncercie dowiedziałam się 3 dni przed! Szukałam jakiejś piosenki Moniki i na Last.fm przeczytałam informacje o jej koncercie w miejscowości kilka kilometrów ode mnie. Byłam w szoku, ale wiedziałam jedno: zrobię wszystko, żeby tam być! I rzeczywiście zrobiłam wiele :-) Po koncercie nie miałam już autobusu do domu, ale całe szczęście Brat zgodził się po mnie przyjechać (to są jedne z tych okazji, gdy prawo jazdy Brata - i sam fakt jego istnienia - jednak się przydaje).


Poza tymi dwoma spotkaniami z kuzynką, całe wakacje spędziłam w domu... Od czasu do czasu jeżdżąc po jakiś lekarzach i czytając dużo książek oraz oczywiście robiąc zdjęcia. Starałam się, żeby te wakacje mimo wszystko były intensywne i żeby nie przeminęły tak szybko, bez pamięci. I w sumie udało mi się tego dokonać- mimo wszystko te wakacje nie były najgorsze. Nawet będąc zdrowa, moje wakacje bywały nudniejsze i to jest chyba jeden z tych pocieszających faktów ;-)

Chciałam na wakacjach spotkać się z wieloma osobami. Przede wszystkim - jeszcze w roku szkolnym, jak byłam zdrowa- postanowiłam sobie, że spotkam się ze wszystkimi dobrymi znajomymi, przyjaciółmi, paczką z gimnazjum... Miałam okazję być na warsztatach filmowych, ale... oczywiście nie mogłam skorzystać z tej okazji, chociaż łudziłam się do ostatniego dnia, że jednak pojadę... Tak czasem bywa.
Trudno jest mi się z tym wszystkim pogodzić. Czasami sobie tłumaczę tak, że nie ma nic wiecznego: Przyjaciele byli i nagle ich nie ma. Może to przez tę chorobę...Szczęście nie może trwać wiecznie. Przecież sama wiem o tym najlepiej, że są wzloty i upadki.
Może jednak zwyciężę. Mówię może, bo powoli brakuje mi sił. Tracę wiarę i nadzieję, ale, jak to mówię, miłości do innych i do Boga nie stracę nigdy! Bo to jednak dzięki pomocy innych dotarłam tak daleko. Walczę sama, ale bez pomocy nie zawsze można wygrać!


Dobra koniec tego użalania się!!! Tak jak z pomocą innych kiedyś zwyciężałam, tak teraz z ich pomocą wstanę (Choć znajomy radzi mi, żebym nauczyła w końcu radzić sobie sama. "Co będzie jeśli kiedyś ich zabraknie?" Postawił mi takie pytanie. Na razie boję się o tym myśleć i nie potrafię sobie tego wyobrazić...).
Podobno, żeby pomagać innym, najpierw trzeba nauczyć się pomagać samemu sobie. Chcę pomagać innym, ale sobie na razie nie potrafię pomóc...


Postanowień noworocznych w tym roku nie robię. Co ma być to będzie. Od teraz  żyję chwilą i chcę przeżyć każdy dzień wyjątkowo. Choć mam wiele planów, teraz nic nie powinnam planować...


SIA

sobota, 7 grudnia 2013

"Blisko, coraz bliżej... świąt czas!"

Wielkimi krokami zbliżają się święta :) W związku z tym już dzisiaj postanowiłam zacząć robić świąteczne kartki. Kartki umieszczone poniżej zrobione są własnoręcznie w formie kolażu. Tak sobie myślę... i jestem przekonana, że kartki kupione w sklepie "wyszłyby taniej", ale moja mama się uparła, żebym zrobiła, więc oto są :)
Moim skromnym zdaniem ("i dla mnie") kartka nr 1 jest lepsza, ponieważ włożyłam w nią o wiele więcej pracy i... nerwów :D Z kolei moja mama twierdzi, że druga jest lepsza, ponieważ jest bardziej kolorowa... Gdyby każdy tak myślał, że coś, co jest kolorowe jest lepsze, a nie liczy się pomysł, jakość i praca w to włożona już dawno utonęlibyśmy w tym "komercyjnym szajsie"...
Za każdym razem, gdy coś robię to jednak z nadzieją, że nie zaginie to 'wśród setek codziennych spraw' i, że chociaż wywoła uśmiech ;) Bo: "Uśmiech na twarzy drugiej osoby wywołuje uśmiech na mojej twarzy" :-) I każdy na ten uśmiech zasługuje!



A teraz, żeby nie było cicho chciałabym polecić Wam fantastyczną świąteczną piosenkę. "Jadę na święta" to świąteczna propozycja młodej zdolnej wokalistki i kompozytorki Mai Szymanowskiej.
Oprócz świątecznego "Jadę na święta" Maja nagrała już 3 teledyski do utworów, które zapowiadają Jej debiutancką płytę (zobacz wszystkie teledyski).

Polecam również drugą - wcześniejszą - wersję tej piosenki (zobacz w innej wersji). 


Wprowadzeni w świąteczny klimat? ;-)
Na mnie jednak największe wrażenie robi ten śnieg... na drzewach. Jadąc ostatnio autobusem byłam zaczarowana tym śnieżnym widokiem. Mam nadzieję, że również jadąc na święta będę mogła "cieszyć się śniegiem" (bo podobno święta zapowiadają się bez śniegu, ale... miejmy nadzieję, że to tylko przypuszczenia mojej mamy).

Pozdrawiam, SIA